Menu

5lat

Dzisiaj jest: 25 Wrzesień 2017    |    Imieniny obchodzą: Aurelia, Władysław, Kamil
NAJNOWSZE:

Korczak kiedyś, Korczak dziś…

grafika JRŻ grafika JRŻ

Korczak kiedyś, Korczak dziś…

 

 

Szkoła winna być kuźnicą, gdzie wykuwają się najświętsze hasła [...] – ona najgłośniej wołać winna o prawa człowieka, piętnować najśmielej i najbezwzględniej to, co jest w życiu zabagnionego.

 Janusz Korczak

 

 W październiku 2011 roku wszystkie kluby parlamentarne na posiedzeniu Sejmu RP podjęły zgodną uchwałę o tym, by rok 2012 przebiegał pod patronatem Janusza Korczaka i jego myśli pedagogicznej.

 

             Janusz Korczak to postać znana wszystkim, choćby tylko powierzchownie, choćby tylko ze słyszenia. Z jego twórczością zapoznają się zarówno dzieci, jak i dorośli. Większość z nas zna „Króla Maciusia Pierwszego”, „Józki, Jaśki i Franki” czy „Kajtusia Czarodzieja”. Ale czy nie warto, choćby ze względu na obchodzony „Rok Korczaka”, dowiedzieć się czegoś więcej o nim samym, poznać jego myśl pedagogiczną, jego ideały, dla których poświęcił właściwie wszystko? Spróbujmy.

 

             Janusz Korczak, którego prawdziwe nazwisko brzmiało Henryk Goldszmit urodził się w Warszawie w 1878 lub 1879 roku. Jego ojciec, Józef Goldszmit, wzięty warszawski adwokat, zaniedbał po urodzeniu syna formalności metrykalnych, stąd niejasności w dokładnej dacie urodzenia. Dzieciństwo, do ósmego roku życia, spędził mały Henryk w domu rodzinnym. Nie były to jednak beztroskie lata. Ojciec nie angażował się zbytnio w życie rodzinne, a jego małżeństwo z Cecylią z domu Głębicką nie należało do udanych. Rodzina Goldszmitów była bardzo zamożna i liczyła się w warszawskim środowisku. Mały Henryk wychowywany był przez nianie, bony i służbę, ale brakowało mu ciepła i opieki ze strony rodziców. Odbiło się to na jego późniejszych poglądach dotyczących wychowania dzieci w domu rodzinnym. Goldszmitowie byli Żydami, ale kultywowali polską tradycję i kulturę. Henryk w ósmym roku życia rozpoczął naukę w znanej prywatnej szkole początkowej Szmurły. Krótko jednak trwała tam jego edukacja, ze względu na panującą w szkole żelazną dyscyplinę, a także częstą „metodę rózgi”. W jego późniejszych wspomnieniach szkoła ta stała się symbolem przemocy i strachu, samotności i bezradności dziecka wobec dominującej postaci nauczyciela. Pisał w swoich wspomnieniach „…było tam nudno, obco i zimno”. Później rozpoczął naukę w ośmioklasowym filologicznym gimnazjum na Pradze. W 1896 roku jego ojciec zapadł na ciężką chorobę psychiczną i w tymże samym roku zmarł. Wraz ze śmiercią ojca skończyły się czasy dobrobytu dla rodziny Goldszmitów, a na Henryka spadł obowiązek finansowego utrzymania rodziny, choć był wówczas jeszcze uczniem gimnazjum. Zarabiał na życie licznymi korepetycjami i pisaniem do gazet. Właśnie w 1896 roku wydał swoją pierwszą humoreskę pt. „Węzeł gordyjski”, którą napisał najprawdopodobniej w oparciu o własne obserwacje czynione podczas korepetycji w domach bogatych warszawiaków, którzy oddawali swoje dzieci pod opiekę bon i korepetytorów. Już tam pojawiło się zdanie nawiązujące do celu, jaki stawiał przed sobą przyszły lekarz i pedagog. Pisał bowiem: Jestem człowiekiem, którego niewypowiedzianie obchodzą sprawy wychowawcze. Humoreskę podpisał swym pierwszym pseudonimem „Hen” i rozpoczął w ten sposób współpracę z tygodnikiem humorystyczno- satyrycznym „Kolce”.

 

W 1898 roku rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie Warszawskim. Wiązało się to zarówno z tradycjami rodzinnymi (dziadek był lekarzem), jak i panującą w tym okresie modą na „Judymów”- romantyków żyjących w czasach realizmu. Od 1900 roku Henryk zaczął używać swego nowego i już stałego pseudonimu – Janusz Korczak, który zaczerpnął z powieści Kraszewskiego „Historia o Janaszu Korczaku i pięknej Miecznikównie”. W konkursie literackim „Kuriera Warszawskiego” wyróżniono jego dramat pt. „Którędy”, ale imię Janasz przez pomyłkę wydrukowano jako Janusz. I odtąd już tym nazwiskiem Henryk Goldszmit podpisywał swoje utwory. Pisarstwo Korczaka przeplatało się z jego gorącym zaangażowaniem społecznym. Nauczał na tajnych kompletach dzieci z ubogich rodzin, współpracując z Warszawskim Towarzystwem Dobroczynności. Trafił przez tę swoją działalność do więzienia, gdzie poznał wielkiego socjologa i naukowca Ludwika Krzywickiego. Korczak udzielał się też na słynnym „Uniwersytecie Latającym”, czyli nieformalnej szkole wyższej, która często, ze względu na panujące czasy, zmieniała swoje siedziby i miejsca wykładów. Tam właśnie poznał wybitnego pedagoga Jana Wł. Dawida i Stefanię Sempołowską, z którą mocno związał swoją późniejszą współpracę. Po ukończeniu studiów medycznych Korczak chciał rozwijać nadal swoją wiedzę, co też uczynił dzięki podróżom do Szwajcarii, Anglii, Niemiec i Francji. W krajach tych zwiedził szkoły i szpitale, poznając pierwsze nowoczesne nurty pedagogiki europejskiej. Poznał Jana Pestalozziego, twórcę pierwszej teorii nauczania początkowego. Zaczął krystalizować swoje poglądy na temat wychowania połączonego z wiedzą medyczną. Pragnął być nie tylko lekarzem ciała, ale i duszy swoich pacjentów- dzieci! Po powrocie do kraju w 1903 roku rozpoczął pracę w miejskim szpitalu dziecięcym Bersonów i Baumanów, gdzie pracował przez następne 7 lat. Nawiązawszy współpracę z Janem Wł. Dawidem redaktorem tygodnika „Głos” publikował tam swoje prace. Zasłynął wówczas z powieści wydawanej w odcinkach pt. „Dziecko salonu”, w której ukazywał rozbieżności między młodszym i starszym pokoleniem. Oparł ją o wątki autobiograficzne. Powieść zyskała pochlebne recenzje, adekwatne do światopoglądu tamtych czasów. Pisał o nim np. Stanisław Brzozowski w 1905 r.: „ Na wszystkie tony rozbrzmiewa na kartkach jego utworów – skarga przekleństwo, złorzeczenie społeczeństwu, które przyszłość własną, spycha bezlitośnie w grób, nędzę fizyczną, umysłową, kalectwo, zdziczenie i zbrodnię.” Korczak już wtedy chciał ukazać, iż istotą człowieczeństwa jest dążenie do samookreślenia własnego „ja” oraz wzięcie odpowiedzialności za swoje życie. Praktyka lekarska, która podjął w 1905 roku szybko przyniosła mu sławę wśród warszawiaków. Mówiono o nim, że poświęca się leczeniu biednych dzieci i sierot, niejednokrotnie dając im nawet pieniądze na lekarstwa. Już wtedy los ubogich dzieci stał się dla niego priorytetem. Wyjeżdżał z nimi na letnie kolonie, opiekował się zarówno dziećmi żydowskimi, jak i ariańskimi. Powstały w tym okresie dwie książki: „Jośki, Mośki i Srule”(1910) oraz „Józki, Jaśki i Franki” (1911)- wydane w formie kolonijnych reportaży. Zarówno „Jośki” jak  i „Józki”, oprócz odnotowywania typowych reakcji dzieci, niezależnych od narodowości czy wyznania, miały na celu przełamywanie wzajemnych uprzedzeń i ustrzeżenie dzieci przed bólem, zadawanym przez stereotypy przejęte od dorosłych. Leżący mu głęboko na sercu los dzieci spowodował intensywne pisanie o nich w różnorodnych publikacjach. Opisywał w nich „szkołę przyszłości”. W 1909 roku jako członek zarządu Towarzystwa Pomocy dla Sierot zaangażował się w projektowanie domu dla sierot przy ulicy Krochmalnej 92 w Warszawie. Współpracował w tym czasie także z przytułkiem dla sierot żydowskich, znajdującym się na ulicy Franciszkańskiej. Rok 1912 to przełom w życiu Korczaka. Porzucił on pracę w szpitalu, zostając dyrektorem sierocińca na Krochmalnej. Przeprowadziły się tam również dzieci z Floriańskiej. W 1913 roku wyszła drukiem jego opowieść dla dzieci pt. „Sława”. Pisał w niej: „Dzieci! Dumne miejcie zamiary, górne miejcie marzenia i dążcie do sławy. Coś z tego zawsze się stanie”. Jan Lorentowicz w swej recenzji „Sławy” odnotował: To bardzo żywy, dosadny, tu i ówdzie podkreślony delikatną ironią obraz wewnętrznego życia dzieci w szkole powszechnej. W innych swych wydaniach literackich, takich jak „Bobo”, „Feralny tydzień”, „Spowiedź motyla”(1914),  Korczak kontynuował wnikliwą analizę dziecięcej psychiki na podstawie codziennych zdarzeń i zachowań, a za dziecięcą niedolę obwiniał dorosłych. Sierociniec na Krochmalnej Korczak wraz ze swymi współpracownikami starał się przekształcić w dziecięce społeczeństwo oparte na sprawiedliwości, równych prawach i obowiązkach oraz braterstwie. Sierociniec stał się domem pracy i szkołą życia. Nowoczesna pedagogika i eksperymentalne środki wychowawcze, objawiały się w domu na Krochmalnej między innymi dziecięcym samorządem, dyżurami, szkolną gazetką, a nawet sądem i senatem koleżeńskim. Każde dziecko było tam jednocześnie kierownikiem, gospodarzem, ale też pracownikiem. W prowadzeniu Domu Sierot Korczakowi przyświecało trójczłonowe motto: opieka nad dzieckiem, wychowanie do samodzielności i prawa dziecka. Szczególnie mocno zaangażował się w podkreślanie dziecięcych praw. Mówił, że każde dziecko ma prawo do bycia tym, czym jest. Podczas I wojny przerwał na jakiś czas swoją działalność pedagogiczną. Został wysłany na front jako lekarz wojskowy. Z ogromnym zaangażowaniem pracował też pod Kijowem w przytułku dla sierot ukraińskich. Do Polski powrócił w 1918 roku wraz z rękopisem swego najważniejszego dzieła „Jak kochać dzieci”. Wydano je w trzech tomach w 1920 roku: „Dziecko w rodzinie”, „Internat i kolonie letnie”, „Dom sierot”. Ponowne wydanie książki pod nieco zmienionym tytułem „Jak kochać dziecko” nastąpiło jeszcze w 1929 roku. Korczak pisał w swoim dziele: „Ilekroć, odłożywszy książkę, snuć zaczniesz nić własnych myśli, tylekroć książka cel zamierzony osiąga. Jeśli szybko przerzucając karty – odszukiwać będziesz przepisy i recepty, dąsając się, że ich mało – wiedz, że jeśli są rady i wskazówki, stało się tak nie pomimo, a wbrew woli autora.” Twórca chciał ukazać poprzez swoje dzieło, iż dziecko jest nadzieją na przyszłość, to dzięki niemu rozwijać się będą przyszłe cywilizacje i nie można go odsuwać na bok, nie liczyć się z nim. Podkreślał, że okres dzieciństwa to najważniejszy etap życia, w którym kształtuje się dorosłego człowieka, jego zachowania i życie społeczne. Dostrzegał indywidualizm, niepowtarzalność każdego dziecka. Dostrzegł też zasadniczą rzecz, mianowicie to, że zabawa jest dla dziecka pracą, która je rozwija i daje ogromną satysfakcję. Dorośli nie czynią z dziecka dorosłego, ponieważ to samo dziecko przez swoje starania i kontakt z otoczeniem rozwija i utrwala swoją tożsamość. Dorośli mogą tylko dbać o odpowiednie otoczenie dla dziecka, stanowiąc jednocześnie jego część. Praca rodzica, opiekuna czy wychowawcy wymaga poświęcenia i dużej dozy cierpliwości, a także stałego uczenia się i rozpoznawania własnych wad. Szczęście dziecka nie koniecznie musi być równoznaczne z pojęciem szczęścia widzianego przez osoby dorosłe. I tu znów obrazowy cytat:Mam liczne dowody, że dziecko wiele tygodni i miesięcy może się zajmować tym samym i nie pragnie zmiany. Ulubiona, jedna z zabawek nigdy nie traci uroku. Tę samą bajkę wiele razy z równą ciekawością wysłucha. I odwrotnie, mam dowody, że matkę niecierpliwi jednostajność zainteresowań dziecka.”

 Od 1919 roku, po powrocie z Łodzi, gdzie w czasie wojny polsko- radzieckiej pracował jako lekarz wojskowy w szpitalu zakaźnym, założył wraz z Maryną Falską sierociniec dla dzieci polskich robotników w Pruszkowie pod Warszawą. Nazwał go „Nasz Dom”. Odtąd dzielił swą pracę pomiędzy nowopowstałym ośrodkiem a sierocińcem na Krochmalnej. Ponadto aktywnie współpracował z Instytutem Pedagogiki Specjalnej i Wolną Wszechnicą Polską, gdzie prowadził wykłady, kształcąc wychowawców, nauczycieli i aktywistów, gotowych działać w służbie dziecka Pisywał także artykuły, nowele i gawędy do takich czasopism jak „Szkoła specjalna”, czy „W słońcu”. Jako biegły w sprawach nieletnich współpracował także z sądem okręgowym. W 1920 roku zmarła matka Korczaka, zarażona przez syna tyfusem. On sam zakaził się tą chorobą podczas epidemii w szpitalu na Kamionku, gdzie także pracował. Pielęgnowała go właśnie matka, której samej nie udało się już zwalczyć choroby. Śmierć ta była dla lekarza ogromnym ciosem i wywołała u niego silne stany depresyjne. W 1922 roku wydał książeczkę pt. „Sam na sam z Bogiem. Modlitwy tych, którzy się nie modlą”, którą dedykował swym zmarłym rodzicom. Ta pełna refleksji książka pozwoliła późniejszym badaczom głębiej poznać korczakowską psychikę, duszę i myśli. Ksiądz Jan Twardowski napisał wiele lat później o tej publikacji:  „To modlitwy, które są odpowiedzią na odwieczną ludzką tęsknotę. Pełne prostoty, mądrości, wzruszenia, są arcydziełem literatury”. Modlitwy Janusza Korczaka są w tym szczególne, że wyrażają je słowa zarówno matek jak i dzieci, ludzi starych i młodych, naukowców i artystów. Są to słowa zadumy i niemocy, buntu i pojednania, a także smutku i skargi. Są to swoiste medytacje dla każdego i na każdą chwilę w życiu.

 Kiedy w 1921 roku „Towarzystwu Pomocy dla Sierot” podarowano 10 morgów ziemi wraz z drewnianym budynkiem w miejscowości Gocławek, spełniło się kolejne marzenie Korczaka o zorganizowaniu swoim podopiecznym letnich kolonii. Powstałą kolonię nazwano „Różyczką” na cześć zmarłej córki ofiarodawcy – Maksymiliana Cohna. Inni darczyńcy pomogli wybudować na terenie „Różyczki” dwa murowane budynki dostosowane do potrzeb dzieci i organizacji letniego i zimowego wypoczynku. Od 1928 roku Korczak otworzył tam także filię Domu Sierot przeznaczoną dla dzieci w wieku przedszkolnym, która cieszyła się ogromnym powodzeniem.

 Korczak prowadząc dogłębną obserwację dzieci, jawił się jako żywy przeciwnik wszelkich kar cielesnych stosowanych na najmłodszych. Głosił podczas swoich licznych wykładów i odczytów, iż najmniej tych kar stosuje się tam, gdzie dziecko ma zapewnioną możliwość ruchu, regularnego posiłku, ciepła, pracy i rozrywki oraz - jak to sam określał - prawo do „okrzyku radości”. Utworzył także bursę dla wychowanków powyżej 14 roku życia, gdzie zapewniał im ukończenie szkoły i zdobycie zawodu. Do bursy zaczęli też trafiać studenci i kursanci, którzy mieli obowiązek, by przez kilka godzin dziennie obserwować i bezpośrednio pracować z dziećmi. Wynagrodzeniem dla nich za tę pracę było mieszkanie i wyżywienie. 

 W latach 1923-25 Korczak skupił swoją aktywność na literaturze dla dzieci. W tym właśnie okresie powstały takie książki jak „Król Maciuś Pierwszy”, „ Król Maciuś Pierwszy na bezludnej wyspie”, „Bankructwo małego Dżeka”, a także powieść dla dorosłych i dzieci „Kiedy znów będę mały”, oparta na w dużej mierze na życiu autora.

 Chciał, poprzez swoją literaturę i poprzez całokształt swojego działania, zreformować świat, a punktem wyjściowym miał być totalny przewrót w podejściu do wychowania dzieci. Pisząc, posługiwał się podsłuchanym językiem dzieci, przedstawiał widzenie świata z ich perspektywy. W książce „Kiedy znów będę mały” odnalazł na nowo dziecko w samym sobie, utożsamił się z dziecięcą wrażliwością, wskazując na różnorodne odcienie „małych” uczuć i reakcji. Wskazał, jak wielkie są trudy dorastania i cierpienie związane z niewiedzą, czy niezrozumieniem. Podkreślał smutek, jaki wywołany jest u dzieci przez zniewolenie i „dorosłe sprawy”. Korczak pragnął, aby dorośli mogli przejrzeć się w dziecku jak w zwierciadle. Chciał także, aby dzieci zaczęły cieszyć się z tego właśnie, że są dziećmi i aby dzięki temu mogły się zmierzyć z ciężarami życia, z różnorodnym złem stworzonym przez świat dorosłych.

 Pomysłem Korczaka, jak na tamte czasy bardzo nowatorskim, było stworzenie czasopisma, które redagowałyby same dzieci. W jednym z artykułów napisanych do „Kuriera Polskiego” w 1925 roku wypowiadał się o dzieciach, jako o specyficznej klasie społecznej, która też ma coś do powiedzenia, która posiada swoje własne życiowe problemy, wątpliwości i potrzeby. Właśnie w tym czasopiśmie chciał dać dzieciom prawo głosu. W 1926 roku powstał „Mały Przegląd”. Był on cotygodniowym dodatkiem do żydowskiego dziennika wydawanego w języku polskim „Nasz Przegląd”. W dziecięcym pisemku pracowali kilkunastoletni redaktorzy, reporterzy, rzecznicy praw dziewczynek i chłopców, referenci i korespondenci. Redakcja wręcz zasypywana była listami od małych czytelników. Korczak sprawował swoją pieczę nad pismem i brał udział w cotygodniowych posiedzeniach redakcji, gdzie w atmosferze przyjaźni i swobody udzielał młodym dziennikarzom fachowych rad i wskazówek. Zachowały się w opowieściach o Korczaku z sentymentem wspominane epizody, jak to chadzał on w tym czasie z małymi redaktorami na filmy do kina lub na gorące kiełbaski do wędliniarni. Z „Małym Przeglądem” doktor współpracował do 1930 roku. Później funkcję głównego redaktora przekazał Igorowi Newerlemu - prozaikowi, autorowi powieści, opowiadań, słuchowisk radiowych i scenariuszy filmowych, który był jednocześnie w tamtym okresie sekretarzem Korczaka i jego wielkim przyjacielem. Czasopismo ukazywało się do dnia wybuchu II wojny światowej.

 Korczaka – jako lekarza i zarazem pedagoga- niepokoił zbyt szybki przyrost naturalny i wzrost liczby sierot. Na łamach czasopisma „Higiena i wychowanie” pisał o świadomym planowaniu narodzin dziecka, o wyzbyciu się w tej kwestii lekkomyślności, przypadku i kaprysu. 

 W 1929 roku Studium Pracy Społeczno-Oświatowej Wydziału Pedagogicznego Wolnej Wszechnicy Polskiej zatrudniło Korczaka jako wykładowcę. Wygłaszał on tam swoje idee wychowawcze aż do wybuchu wojny w cyklu zatytułowanym „Społeczeństwo dziecięce”. Wydał także w tym roku znaną do dzisiaj broszurę pt. „Prawo dziecka do szacunku”, w której podkreślał swoją podstawową ideę głoszącą, iż dziecko jest pełnowartościowym człowiekiem. Broszura to swoisty manifest Korczaka i jego poglądów wychowawczych.

 Lata 1930-1935, to czas współpracy Korczaka z Instytutem Nauczycielskim założonym przez Marię Grzegorzewską. Wykładał tam i prowadził zajęcia, które jednocześnie powiązał z praktyką pedagogiczną słuchaczy w Domu Sierot i w „Naszym Domu”. Wydał również w 1930 roku książkę, jak sam ją określał: „naukową” o wymownym tytule- „Prawidła życia”. Starał się w niej odpowiedzieć na pytanie, jak żyć, by czynić to mądrze, świadomie i szczęśliwie. Lekki, niekiedy żartobliwy język tej książki pozwalał łatwiej zrozumieć wiele ważnych problemów dotyczących życia dziecka. Korczak ukazał w niej małego bohatera w różnych sytuacjach domowych, szkolnych, czy w grupie rówieśniczej. Snuł refleksje na temat dojrzewania emocjonalnego, różnic między płciami, świadomości własnego ciała, talentu, różnic  społecznych i materialnych. Z pewnością poglądy zawarte w tym dziele wyprzedzały znacznie swoją epokę… Korczak spróbował także swoich sił w pisaniu sztuk teatralnych. Znana jest chociażby jego ponura humoreska „Senat szaleńców”, którą wystawiono w warszawskim teatrze Ateneum w 1931 roku w reżyserii Stanisławy Perzanowskiej ze Stefanem Jaraczem w głównej roli. Napisał także sztukę dla dzieci w 3 aktach „Dzieci podwórka”. Wystawiono ją w 1933 roku na deskach teatru Morskie Oko.

 W 1933 roku wydano publikację pt. „XXV lat działalności Towarzystwa <<Pomoc dla Sierot>>. Zamieszczono tam także wypowiedzi Janusza Korczaka oraz wydany drukiem Regulamin Domu Sierot, będący swoistą konstytucją praw i obowiązków dzieci i wychowawców. Innowacyjną wypowiedzią w tej publikacji były słowa mówiące o tym, iż dyrektor i naczelna wychowawczyni odpowiadają przed dziećmi za ścisłe przestrzeganie obowiązujących praw.

 Kolejnym dziełem Korczaka, napisanym w 1934 roku była powieść fantastyczna dedykowana „niespokojnym chłopcom” pt. „Kajtuś Czarodziej”. Główny bohater Antoś, nazywany Kajtusiem zaznajamia się z tajnikami magii. W efekcie ćwiczeń udaje mu się podporządkować własnej woli niektóre przedmioty i osoby. W szkole nagle "znika" pióro nauczyciela, kreda zamienia się w mydło, a atrament - w wodę. Kleks w zeszycie staje się w oczach pani pięknym wypracowaniem, potem na rozkaz czarodzieja na biurku ulubionej nauczycielki pojawia się róża. Jednak inne Kajtusiowe czary są mniej przyjemne dla otoczenia, niektóre wywołują sporo zamieszania w szkole i w miasteczku, a Kajtuś dorabia się miana „złośliwego szkodnika”. Dzisiaj odbieramy tę książkę jako opowieść o świecie dziecięcej wyobraźni i o trudzie ulepszania świata, o marzeniach. Jest to także książka o dorastaniu. Książka dla dzieci, które mają ochotę na odrobinę magii, i dla dorosłych, którzy tęsknią za czasami swojego dzieciństwa.

 

W drugiej połowie lat trzydziestych Korczak dwukrotnie odwiedził Palestynę. Spotykał tam swych dawnych wychowanków i wychowawców, którzy usilnie namawiali go, by tam się osiedlił. Chciał tego, lecz nigdy nie podjął tej decyzji. Nie był na tyle zamożny, by samodzielnie utrzymać się w Palestynie, a nie chciał też stać się dla kogoś ciężarem. Przede wszystkim jednak nie pozwalała mu na to troska o Dom Sierot. Obawiał się o przyszłość mieszkających tam dzieci, tym bardziej, że coraz mocniej nasilał się w Europie faszyzm i antysemityzm.

 Występując pod pseudonimem Starego Doktora w Polskim Radiu zasłynął pod koniec lat trzydziestych swoimi „radiowymi gadaninkami” dla dzieci i o dzieciach. Nawet we wrześniu 1939 roku, mimo ogromnego ryzyka, nadal zagrzewał w swych radiowych pogadankach do stawiania oporu najeźdźcy, wspierał i podnosił na duchu mieszkańców Warszawy. 

 Od około 1937 roku coraz gorsze stawały się warunki materialne Domu Sierot. Była to wielką udręka Doktora, który mimo swych licznych sukcesów literacko- naukowych z tamtego czasu, nie był w stanie utrzymać sierocińca w godnych warunkach. 4 XI 1937 roku odznaczono go Złotym Wawrzynem za wybitną twórczość literacką. W kolejnym roku intensywnie wydawał swoje powieści, takie jak: „Życie Ludwika Pasteura” (Korczak spędził z nim rok wcześniej wakacje na Podlasiu),

 „Ludzie są dobrzy”, „Uparty chłopiec”, cykl rozmów radiowych pt. „Samotność dziecka”, „Samotność młodości”, „Samotność starości”. W 1939 roku wyszły drukiem „Gadaninki radiowe” i „Gawędy Starego Doktora”. Jest to tylko fragmentaryczny opis aktywnej pracy literackiej Korczaka w przededniu II wojny światowej, która passę tę przerwała brutalnie i definitywnie. Korczak, w dniu 1 września 1939 roku, silnie związany z polskością, znów założył żołnierski mundur. Z racji na wiek, nie zmobilizowano go jednak do aktywnej służby wojskowej. Byt materialny Domu Sierot był w tym okresie wręcz tragiczny. Korczak wydał odezwy „Do Żydów” i „Do obywateli chrześcijan”, prosząc o wsparcie materialne. Udawał się po pomoc do zamożnych, zarówno obcych jak i przyjaciół. Czasy dla Żydów stawały się jednak coraz bardziej drastyczne. W październiku 1940 roku utworzono getto. 23 XI 1939 ukazało się rozporządzenie H. Franka o obowiązku noszenia przez Żydów opasek. Warto zaznaczyć, że w większości rozporządzeń wydawanych przez Franka słowo „Żyd” pisane było z małej litery, a rozporządzenie to stało w zgodzie z ustawami norymberskimi, gdzie Żydom wolno było nosić symbole syjonistyczne. Teraz jednak opaski i gwiazdy stały się symbolem hańby i powodem do wielu szykan i prześladowań wobec tej społeczności… Dom Sierot z ulicy Krochmalnej, i tak już mocno uszkodzony bombardowaniami, musiał zostać opuszczony przez dzieci i wychowawców. Małych mieszkańców ulokowano na terenie getta, na ulicy Chłodnej, gdzie mieściła się wcześniej Szkoła Handlowa. Fatalne warunki i brak podstawowych środków bytowych, spowodowały, że wiele dzieci nie przeżyło gehenny tego miejsca. Mimo ogromnych starań Korczaka, wiele dzieci umierało w getcie z głodu i wycieńczenia. Ostatnim prawem, jakie starał się zapewnić dzieciom, było prawo do godnej śmierci. Prof. Barbara Smolińska–Theiss  w zarysie biograficznym Starego Doktora tak przedstawia jego obraz w ostatnich miesiącach spędzonych w getcie: Chory, znieczulający głód alkoholem, zmęczony, rozdrażniony Korczak w nieludzkich warunkach getta funkcjonuje w różnych wymiarach. Walczy z codziennością, wykłóca się o każdy worek kartofli, o każdą główkę kapusty. A jednocześnie wznosi się ponad tragizm sytuacji. Pisze Pamiętnik z getta  – dzieło szczególne w biografii Korczaka. Pamiętnik nie tyle dokumentuje życie w getcie, co raczej  jest biograficzną refleksją nad upodleniem świata i nędzą ludzkiej kondycji. Wyraża jednak wiarę w najgłębsze wartości człowieka.” W tych ostatnich miesiącach przyjął on też posadę wychowawcy w Internacie dla Sierot przy ul. Dzielnej, określał jednak to miejsce jako „dziecięcą umieralnię”. Bunt przeciwko upodleniu Żydów w getcie wyrażał niejednokrotnie swoją codzienną postawą. Kiedy Niemcy skonfiskowali samochód ciężarowy wiozący ziemniaki dla sierot z getta, poszedł w mundurze polskiego oficera- bez obowiązującej opaski- do władz niemieckich upomnieć się w tej sprawie. Jedynym skutkiem tego czynu, było kilkumiesięczne więzienie na Pawiaku, skąd wyszedł dzięki wsparciu przyjaciół i dawnych wychowanków. W czasie aresztowania, domem kierowała Stefania Wilczyńska – wieloletnia współpracownica Korczaka. Po wyjściu na wolność, nadal zabiegał o pomoc i wsparcie dla sierocińca, choć nie narzucał się nikomu. Pisał tak: „Odmowa nie zadziwi, nie zrazi, ani gniewać nie będzie – nie zaważy na naszym stosunku uczuciowym do obywateli chrześcijan, których najlepszą wolę stwierdziwszy w dniach klęski, na zawsze zachowamy w pamięci. Szorstka odmowa zasmuci, nie zaboli”. Kolejna przeprowadzka ponad dwóch setek sierot – tym razem na ulicę Sienną 16 i Śliską 9 (był to  gmach Towarzystwa Wzajemnej Pomocy Pracowników Handlowych i Przemysłowych) - spowodowała, że warunki bytowe stały się jeszcze gorsze do zniesienia. Korczak z Wilczyńską robili wszystko, by przemienić dane im pomieszczenia w miejsce pracy, nauki i odpoczynku. Nie było to łatwe zadanie, ale dzieci z sierocińca do końca traktowane były z godnością i szacunkiem. Zachował się dokument z 15 lipca 1942 roku, będący zaproszeniem na przedstawienie teatralne wystawiane przez wychowanków Janusza Korczaka. Była to sztuka wg. Rabindranatha Tagore – indyjskiego poety i prozaika pt. „Poczta”. Mówiła ona o przyjaźni, przełamywaniu barier międzyludzkich, a także o dojrzewaniu do śmierci. Treść tej sztuki była surowo zakazana przez cenzurę hitlerowską. Wystawiono ją jednak 18 lipca 1942 roku, cztery dni przed rozpoczęciem likwidacji warszawskiego getta.

 W dwa tygodnie później, 5 lub 6 sierpnia 1942 roku, cały personel i ponad 230 wychowanków z Domu Sierot, na rozkaz hitlerowców wyprowadzono na Umschlagplatz (plac załadunku przy ulicy Stawki), a następnie pociągiem towarowym przetransportowano do Treblinki - do komór gazowych. 

 W swoim Pamiętniku Korczak napisał:  „Rozpaczliwa jest ta rezerwa dorosłych. Nie róbcie dzieciom niespodzianek, jeśli nie chcą. Powinny wiedzieć zawczasu, być uprzedzone. Czy będą strzelać, czy na pewno, kiedy i jak. Trzeba się przygotować do długiej, dalekiej, niebezpiecznej podróży”.

 Nachum Remba, naoczny świadek ostatniej drogi Korczaka, Wilczyńskiej i ich małych wychowanków do Treblinki, nazywa ten marsz „niemym protestem przeciw bandytyzmowi”. „Wszystkie dzieci ustawione czwórkami, na czele Korczak z oczami wzniesionymi w górę, trzymał dwoje dzieci za rączki, prowadził pochód”. Dzieci nie wiedziały, dokąd jadą. Myślały, że jest to wycieczka na wieś…

 Tuż przed śmiercią Korczak zanotował w Pamiętniku: „Nikomu nie życzę źle. Nie umiem. Nie wiem jak się to robi". I te słowa, były jego życiowym priorytetem, równorzędnie z pełnym oddaniem i poświęceniem sprawom dzieci.

             Czemu ma służyć to kolejne przypomnienie biografii i zatrzymanie się nad myślą pedagogiczną Janusza Korczaka? Zastanawiam się, czy w dzisiejszych czasach i panujących normach edukacyjnych, w których króluje wręcz tabelaryczno - testowe klasyfikowanie dzieci, idea korczakowskiej pedagogiki ma jakiekolwiek szanse na prawdziwą realizację. Jak dzisiejszy trend do „bycia najlepszym” ma się do korczakowskich słów, iż „nie należy dziecka obciążać obowiązkami ponad miarę, trzeba wychowywać i kształcić zgodnie z jego możliwościami psychofizycznymi, a nie na miarę wygórowanych ambicji dorosłego”?

 

Krytyka współczesnej szkoły i systemu wychowawczego nie leży jednak w moim zamiarze. Chciałabym jedynie przytoczyć kilka korczakowskich sentencji, które być może zmotywują do refleksji współczesnych wychowawców. I wówczas to oni sami odpowiedzą sobie na pytanie: Ile z idei Korczaka możemy zrealizować dzisiaj, w jakiej mierze i głębi i czy jest to w ogóle możliwe?

 

Korczak mówił:

 „Jeżeli w medycynie istnieje nauka o rozpoznaniu, to w pedagogii powinna istnieć diagnostyka wychowawcza oparta na rozumieniu objawów: patrzeć, tłumaczyć, wiązać, wnioskować.”

  • „Wychowanie to nie jest miła zabawa, a zadanie, w które należy włożyć wysiłek bezsennych nocy, kapitał przeżyć i myśli.”
  • „Własny błąd to dowód, jaką przeszkodą dla samodzielnego myślenia są wszelkie ramki, plany i drogowskazy.”
  • „Rozumny wychowawca nie dąsa się, że nie rozumie dziecka, ale rozmyśla, poszukuje, wypytuje dzieci. One go pouczą, by ich nie urażał zbyt dotkliwie, byle chciał się uczyć.”
  • „Albo życie dorosłych na marginesie życia dziecięcego. Albo życie dzieci – na marginesie życia dorosłych. Kiedy nadejdzie owa szczera chwila, gdy życie dorosłych i dzieci stanowić będzie równoważny tekst.”
  • „Wychowawca nie jest obowiązany brać na siebie odpowiedzialności za odległą przyszłość, ale całkowicie odpowiada za dzień dzisiejszy.”
  • „Bądź sobą, szukaj własnej drogi. Poznaj siebie zanim zechcesz poznać dzieci.”
  • „Szkoła winna być kuźnią, gdzie wykuwają się najświętsze hasła, przepływać przez nią winno wszystko, co daje życie – ona najgłośniej wołać powinna o prawa, piętnować najśmielej i najbezwzględniej to, co jest w nim zabagnione.”

            Janusz Korczak- rewolucjonista myśli pedagogicznej pierwszej połowy XX wieku, znacznie przerastający swoją epokę… Czy w pełni zgodziłby się z nurtem edukacyjno- wychowawczym współczesnej szkoły? Czy jednak miałby nam coś krytycznego do powiedzenia? Nikt nie wymaga dzisiaj od wychowawców takiego heroizmu i poświęcenia, jakim on się odznaczył. Wymagać jednak należy od nich dogłębnego zrozumienia tematu. Nie można nauczać i wychowywać tylko w oparciu o sztywne harmonogramy z przeliczeniem na płatne godziny. To nie tak! Korczak uważał, że obowiązkiem nauczyciela - wychowawcy jest troszczyć się o świat i człowieka, a nie odwrotnie, kiedy bezradny nauczyciel - wychowawca oczekuje pomocy od innych. Korczakowskie idee we współczesnej szkole sprowadzono do teorii naukowej, a przecież on je tworzył „z serca”, z głębokiej refleksji, ubierał je w proste, zrozumiałe słowa i po prostu realizował. Dzisiaj mamy statuty, stronice zapisane mądrymi słowami, które rzadko wprowadzane są w realia szkoły. I choć zgadzamy się z większością wychowawczych koncepcji Korczaka, to jednak nie stały się one do dzisiaj „powszednim chlebem” polskiego wychowania, czymś autentycznym. Nadal w większości przypadków są tylko teorią i słowami zawieszonymi gdzieś w próżni… Mamy „Rok Korczakowski” i chociażby to do czegoś zobowiązuje.

 

 J. R.-Ż.

 

 

Bibliografia:

 M. Chymuk, „Janusz Korczak. Dziecko i wychowawca”, Wyd. WAM Kraków1995

 http://2012korczak.pl/zarys

 http://www.barcelonakg.polemb.net/?document=1345

  

Powrót na górę

Gmina Brzozów

  • Brzozów
  • Górki
  • Grabownica Starzeńska
  • Humniska
  • Przysietnica
  • Stara Wieś
  • Turze Pole
  • Zmiennica
  •  

Gmina Domaradz

  • Domaradz 
  • Barycz
  • Golcowa

Gmina Dydnia

  • Dydnia
  • Grabówka
  • Hroszówka
  • Jabłonka
  • Jabłonica Ruska
  • Końskie
  • Krzemienna
  • Krzywe
  • Niebocko
  • Niewistka
  • Obarzym
  • Temeszów
  • Ulucz
  • Witryłów
  • Wydrna

Gmina Haczów

  • Buków
  • Haczów
  • Jabłonica Polska
  • Jasionów
  • Malinówka
  • Trześniów
  • Wzdów

Gmina Jasienica Rosielna

  • Jasienica Rosielna
  • Blizne
  • Orzechówka
  • Wola Jasienicka
  •  

Gmina Nozdrzec

  • Nozdrzec
  • Hłudno
  • Huta Poręby
  • Izdebki
  • Siedliska
  • Wara
  • Wesoła
  • Wołodź

Gmina Dynów

  • Dynów
  • Bachórz
  • Dąbrówka Starzeńska
  • Dylągówka
  • Harta
  • Laskówka
  • Łubno
  • Pawłokoma
  • Ulanica
  • Wyręby
  •  

Powiat

  • Warto zobaczyć
  • Inne zdjęcia
  • Regionalne