Menu
Kiermasz Wielkanocny na Rynku w Brzozowie

Kiermasz Wielkanocny na Rynku …

Zapraszamy na relacj...

Most w Domaradzu już otwarty!

Most w Domaradzu już otwarty!

Koniec z utrudnienie...

Jarmark Bożonarodzeniowy na Rynku w Brzozowie!

Jarmark Bożonarodzeniowy na Ry…

Zapraszamy na prezen...

XXX Mikołajkowe Debiuty - Finał!

XXX Mikołajkowe Debiuty - Fina…

Za nami jubileuszowe...

1918: Nowy początek - widowisko patriotyczne

1918: Nowy początek - widowisk…

Zapraszamy na fotore...

Gminno-Powiatowe Obchody 107. rocznicy odzyskania niepodległości

Gminno-Powiatowe Obchody 107. …

Zapraszamy na fotore...

Zniszczenia w Parku Jordnowskim

Zniszczenia w Parku Jordnowski…

Jak podaje serwis in...

Most w Humniskach już otwarty!

Most w Humniskach już otwarty!

Dzisiaj o 8 rano zos...

X Podkarpacki Konkurs modeli Redukcyjnych. Przysietnica 2025.

X Podkarpacki Konkurs modeli R…

Zapraszamy do obejrz...

Klasyki na Rynku w Brzozowie

Klasyki na Rynku w Brzozowie

Zapraszamy na fotore...

Prev Next
Dzisiaj jest: 17 Kwiecień 2026    |    Imieniny obchodzą: Klara, Robert, Rudolf
Admin

Admin

URL strony: http://www.brzozowiana.pl

Młodzi szachiści z UKS SP Brzozów na podium turnieju szachowego w Sędziszowie Małopolskim

  • Dział: Sport

18 marca odbył się VII Ogólnopolski Turniej Szachowy o puchar Burmistrza Sędziszowa Małopolskiego. W turnieju wzięło udział 355 zawodników podzielonych na cztery grupy wiekowe. W grupie wiekowej 2009 i młodsi wystąpili zawodnicy UKS przy SP nr 1 w Brzozowie Futyma Dawid i Sowiński Paweł zaś w grupie C Futyma Klaudia. Po rozegraniu 9 rund z czasem 15 min. na zawodnika tabela końcowa przedstawiała się następująco; I miejsce Futyma Dawid 8 pkt., II m Wolak Dawid z Wiśniowej 8 pkt., III m Sowiński Paweł 7.5 pkt. W grupie C brało udział 144 zawodniczek  Futyma Klaudia zdobyła 5.5 pkt. i zajęła 35 miejsce. Najlepsi zawodnicy otrzymali medale, dyplomy i nagrody rzeczowe.

Kazimierz Kozubal

Fot. Łukasz Sowiński, Grzegorz Futyma

Liga Shinkyokushin Karate. Krosno, marzec 2017

  • Dział: Sport

18 marca w Krośnie odbyła się Liga Shinkyokushin Karate w zawodach wzięło udział 130 zawodników z 8 klubów  Podkarpacia. Brzozowski Klubu Kyokushin Karate reprezentowało 13 zawodników.

  1. Michał Kry-  I m  kumite i kata
  2. Kamil Szerszeń - I m  kumite
  3. Kamil Hus- I m  kumite
  4. Norbert Koczot - II m kata
  5. Tomasz Kula - II m kumite
  6. Eryk Ginda - II m kumite
  7. Małgorzata Krysa - II m kata
  8. Angelika Hus -III m kumite
  9. Aleksandra Kurdziel -  III m kumite
  10. Alicja Kowal - III m kumite

W zawodach sędziowali trener Wojciech Świstak IV dan i Jacenty Indyk II dan (inf. przesł.)

Zespół Szkół w Trześniowie. Wystawa rękodzieła artystycznego

                                                                   Motto

                                                                „Sztuka to wielkie ucho i wielkie oko świata.

                                                                  Słyszy i widzi i ma zawstydzić, drażnić, budzić

                                                                  sumienie”.

W sali gimnastycznej Zespołu Szkół w Trześniowie 17 marca 2017 roku było bardzo kolorowo. Sprawiły to wyeksponowane prace  uzdolnionych osób związanych rodzinnie z Trześniowem i Bukowem w gminie Haczów.

       Prace twórców ludowych i nie tylko to pokłosie projektu „Dziedzictwo kulturowe w regionie” realizowanego przez polonistkę Krystynę Wojtoń i jej 13 uczniów z klasy I Gimnazjum. Uczniowie: Zofia Kielar, Karolina Pelczarska, Marcelina Przybyła, Julia Pelczarska, Klaudia Lubas, Adrian Potocki, Barbara Filak, Michał Ostrowski, Łukasz Wójcik,  Arkadiusz Podsiadło, Michał Tomaszewski, Dominika Rymarowicz i Mateusz Bania od września 2016 roku sporządzali listę artystów, których prace znajdują się na prezentowanej wystawie, wyszukiwali utalentowanych ludzi, aby zaprezentować ich sylwetki i ich  prace, przeprowadzali z nimi  krótkie wywiady. Było to także rozwijanie u uczniów umiejętności pracy zespołowej, aktywności, samodzielności i kreatywności.

       Uczniowie wraz z Krystyną Wojtoń  zajęli się przywiezieniem prac, rozmieszczeniem stanowisk, ustawieniem i ułożeniem rękodzieła, podwieszeniem  obrazów i dekoracją sali  przy współpracy pani Doroty Ladzińskiej. Ponadto wykonali plakaty i zaproszenia na spotkanie podsumowujące projekt.

     Jest to już piąta wystawa, którą twórcom ludowym zorganizowała Krystyna Wojtoń. Pierwsza odbyła się 15 marca 2002 r., następna w 2003 i dwie wystawy w 2012 roku. Jej celem jest promowanie  artystów i wernisaż ich dzieł. Ma także walory edukacyjne, bo dla środowiska lokalnego i młodzieży szkolnej to „żywa lekcja” regionalizmu, podczas której obcują ze sztuką „sam na sam”.

     Dyrektor Alina Prorok powitała zaproszonych gości, wśród których byli m.in.:  Jerzy F. Adamski wójt Gminy Dydnia,  ks. proboszcz Witold Szmyd, ks. wikary Włodzimierz Nowak,  dyrektor CUW w Haczowie Grażyna Wdowiarz,  radny Gminy Haczów i sołtys Bukowa Jan Siudyła, dyrektor GOKiW w Haczowie Maria Rygiel,  dyrektor Gimnazjum w Haczowie Helena Zawada,  kierownik NZOZ w Trześniowie lek. M. Przybyła,  Naczelnik OSP w Trześniowie Stanisław Prugar, przewodnicząca Rady Rodziców ZS w Trześniowie Anna Bałaban, Halina Kościńska z „BGP”, Jan Wolak Brzozowiana.pl. Serdecznie witała ponadto przedstawicieli organizacji współpracujących ze szkołą, przedstawicieli Rady Rodziców, nauczycieli emerytów, Przyjaciół i sympatyków szkoły, ale przede wszystkim artystów i młodzież szkolną.

     Uczniowie biorący udział w projekcie prezentowali kolejno artystów i tematykę, którą się zajmują, ale  na początek zatańczyli dla nas „Krakowiaka” uczniowie klasy II SP, których opiekunką jest  Jadwiga Dusza.

    Mieliśmy okazję poznać:  Annę Głąb, Helenę Krynicką, Józefę Smoleń, Agatę Pelczarską, Paulinę Orłowską, Zdzisławę Siudyła, Elżbietę Prugar, klan rodzinny Lubasów w osobach, Ludwiki Lubas, Joanny Lubas Rygiel, Beaty Lubas Farbaniec i Natalii Lubas Czapor, Bożenę Krępulec, Teresę Matusz, Rozalię Ziembicką, Halinę Boczar, Marię Prugar, Andrzeja Michalskiego, Natalię Wojtoń- Rugałę, Marię  Wermińską,  Marię Wojtuń, Pawła Kaczora,  Katarzynę Kaczor, Annę Pojnar i Alicję Opalińską.

     Paradne hełmy strażackie prezentował Edward Mróz, podziwialiśmy wspaniałe rysunki i grafikę prof. Wydziału Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego Marleny Makiel - Hędrzak z Bukowa, cudeńka z masy plastycznej Fino, portrety i grafikę wektorową opartą na zdjęciach Julity Duszy (córki Jadwigi), która ukończyła architekturę krajobrazu, śpiewa, rysuje, maluje, jednym słowem Kobieta – Orkiestra,  serwety, koronki i hafty Heleny Wójcik, która ma uprawnienia czeladnicze po ukończeniu Uniwersytetu Ludowego we Wzdowie oraz  rysunki i pejzaże Doroty Ladzińskiej – nauczycielki plastyki  ZS w Trześniowie.

      Rękodzieło artystyczne  prezentowane było ogromnie bogato. Podziwialiśmy: obrazy olejne, rzeźbę i płaskorzeźbę w drewnie, obrusy,  koronki, różnorodne hafty, prace wykonane szydełkiem i na drutach,  bibułkarstwo, biżuterię, papiero i metaloplastykę, kowalstwo artystyczne, pisanki wykonane różnymi technikami, baranki, aniołki, motyle, zajączki, hafty krzyżykowe,  figurki zwierząt  z brzozy do ogrodów i ozdoby tzw. „kręcioły”   

na balkon lub taras, kielichy, koszyczki, bańki oraz gorsety i stroje ludowe, a wszystko wykonane precyzyjnie, po mistrzowsku.

      Uczennice  klasy VI SP i klasy I Gimnazjum zaprezentowały taniec współczesny, uczniowie biorący udział w projekcie  Jadwigę Gębuś – poetkę ludową z Bukowa i jej wiersz „Gościnność”. Zaznaczyć pragnę, że  przez kilka lat wiersze pani Jadwigi Gębuś zamieszczane były w miesięczniku regionalnym ”Wiadomości Brzozowskie”.

      Anna Głąb – poetka ludowa z Trześniowa i wspaniała artystka od rękodzieła  rozbawiła nas swoim wierszem o sołtysie Walentym Kazimierczoku. Ma wierszy  dość dużo. Najwyższy czas, aby je ująć w najprostszy tomik. Wiersze przepisać na komputerze, wydrukować w kilkunastu egzemplarzach, zszyć lub zbindować, projekt okładki zrobi np. pani Dorota Ladzińska  i powstanie coś wspaniałego dla pani Anny i dla kochających poezję ludową.

     Wernisażowi towarzyszyła prezentacja kuchni regionalnej, połączona z degustacją potraw, które przygotowali rodzice gimnazjalistów zaangażowanych w projekt. Był żurek, paszteciki, pierogi,  chleb wiejski, smalec ze skwarkami, kiszone ogórki, proziaki i słodkie wypieki m.in.: sernik, rurki, babeczki. Wszystko wspaniałe, pachnące i smaczne.

     Dwie uczennice – jedna ubrana po krakowsku, a druga w strój haczowski częstowały szyszkami weselnymi upieczonymi przez panią Zofię Prugar

     Można było obejrzeć wystawę obrazów śp. Kazimierza Prugara w Izbie Pamięci na I piętrze i porozmawiać z artystami. 

       Halina Kościńska

 

        

Wianek mirtowy i trudy weselne cz. 3

             W ostatni wieczór przed ślubem swat, starosta albo starszy drużba, ktoś kto sprawował zaszczytne rządy weselne, maszerował przez wieś z gromadą drużbów i druhen i wyśpiewywał na całe gardło:

Idę z wieńcem lawendowym,

do dziewcyny już gotowym.

A dziewcyna u drzwi stała

białe rącki załamała…

   Przyśpiewywał tak albo inaczej, maszerował zaś nie tyle z wieńcem, ile z rózgą weselną, która właśnie tego wieczoru sporządziły mu druhny. Miała ona rozmaite kształty i wymiary, do dziś jednak do końca nie wiadomo, co dokładnie znaczyła.

   Była  symbolem dostojeństwa małżeńskiego – tak twierdzi Oskar Kolberg. Współcześni badacze skłaniają się raczej ku opinii, że był to symbol pana młodego. Rózga weselna wyróżniała w każdym razie osobę kierującą weselem, podobnie jak bat, którym osoba ta zachęcała do tańców, przypominała o rozkoszach stołu, a niekiedy i poskramiała co gorętszych kawalerów, gdy brali się za łby.

    Na Mazowszu rózga zwana koruną to gałąź jałowca przystrojona kwiatami i wstążkami, czasem z zawieszonym bucikiem, pończochą lub chustką, co było darem dla panny młodej od jej przyszłego męża. Góralskie dziewczyny robiły rózgę ze smreczka, na gałązkach którego wieszały jabłka, a ponadto stroiły go rutą, mirtem, lawendą, barwinkiem i czerwonymi wstążkami. Rózgi dzierżyło się w garściach niby berła, ale np. pod Krakowem była to ozdobna kita, którą przyczepiało się do czapki lub kapelusza.

   W ten ostatni wieczór gromada przychodziła do panny młodej na tzw. rozpleciny. Był śpiew ustrojonych pięknie druhen, nie brakowało także muzykantów.

Oj, ni mos tego na świecie,

Kto mój warkocyk rozplecie.

A jestem ja drużba twój,

Rozplotę, rozcesę warkoc twój.

A nie  będzies-ci go rozplatał,

Boś w niego złota nie sypał.

Kaz nam ją rozpleść mój starsy bracie,

Kaz-ze nam ją rozcesać.

   Druhny śpiewały, żaląc się w imieniu przyszłej młodej pani i zarazem spierając się ze skąpcem, co złota nie sypał, ale skory jest do rozplatania panieńskiego warkocza. Wcześnie jednak zaplatały dziewczynie włosy, wplątując w nie ciernie, szpilki i monety, zakładały jej chustkę na głowę i dopiero wtedy oddawały w ręce drużby. Ten już przytupywał do tańca, a taniec był „wolny” albo „powolny”. Panna zwykle popłakiwała i zapraszała do korowodu kolejno wszystkich zebranych, ściskając za nogi co starsze i godniejsze persony. Żegnała swój stan uroczyście, ale i próbowała uciec, gdy drużbowie porywali ją do tańca, a następnie sadzali na stołku, który pojawiał się na środku izby. Brat dziewczyny lub pierwszy drużba ściągał jej z głowy chustkę i przystępował do rozplatania włosów. W palce kłuły go ciernie i szpilki, druhny parskały śmiechem, potem zawodziły, w muzyce słychać było rzewne, pożegnalne tony. Kiedy z warkoczy sypały się pieniądze, druhny apelowały o dalsze składki „na grzebień”. Jeśli chciało się być weselnikiem i pokazać swój honor, trzeba było sięgać do kieszeni. Na koniec druhny zakładały dziewczynie na głowę  wianuszek z ruty i rozmarynu.

   W rozplecinach rzadko uczestniczył pan młody. W męskim gronie, bez ceremoniałów, wychylając kolejne kieliszki, rozstawał się na zawsze z kawalerską swobodą. Niebawem miał się zacząć generalny występ. Wesele!

   Zawsze musiało na nim być w nadmiarze jadła i picia, zawsze należało postawić się przed ludźmi.

   Gdy zbliżała się pora odjazdu do ślubu, zjawiał się pan młody z drużbami po  przyszłą małżonkę. Zieleniły się mirty i rozmaryny obok wstążeczek. Czasem były u czapek, czasem na surdutach, lecz zawsze stanowiły weselny wyróżnik, jak wianek albo kwiatki w warkoczach panny młodej. Druhny w osobnej izdebce ubierały pannę młodą. Zanim wyszła pan młody musiał  „ wykupić” rózgę. Dwie druhny i dwaj drużbowie trzymali za rogi chustkę z rózgą, a starosta zwany czasem „mówistą”, wygłaszał orację, zwykle wierszem. Czasami starostowie woleli mniej wierszować, natomiast mówić tak, ażeby każdemu robiło się cieplej od tego gadania, a wszystkie babskie rękawy rozcierały łzy po policzkach.

    Para młoda obłapiała rodziców za nogi i klękała, aż ci ją pobłogosławili i pokropili wodą święconą. Znowu było przemówienie, ale już krótsze, złożone z życzeń i przestróg, a wreszcie żalu, że dziewczę opuszcza rodzinne progi. Panna żegnała się kolejno z ojcem, matką, bratem, siostrą,  a niekiedy jeszcze z progiem, oknem, stołem czy piecem. Wreszcie następował odjazd. Orszak mknął  z muzyką i przyśpiewkami do kościoła. Panna młoda jechała z druhnami na wozie. Pan młody często jechał konno w otoczeniu galopujących drużbów, którzy raz po raz sięgali po flaszkę i częstowali stojących  wzdłuż drogi gapiów.

   Nie było welonów, białych sukien, garniturów, co w późniejszych latach przejęto z miasta. Królowały gorsety, kaftaniki, spódnice, sukmany, zimą kożuchy i zawsze porządne buty. „Trza być w butach na weselu” – powiadała Panna Młoda w „Weselu” Stanisława Wyspiańskiego.

   Wesele zawsze trwało długo, aby zadowolić wszystkich. Czy ktoś był na wesele zaproszony i paradował z mirtowym bukiecikiem, czy też przyglądał się wyłącznie gdzieś zza płotu, wesele obejmowało wszystkich, bo wszyscy musieli je widzieć, słyszeć i o nim gadać. Do uszu wdzierał się śpiew weselników i jazgot kapeli, a czasem wrzawa bójki.

   W dawniejszych czasach po ślubie jechano najpierw do dworu, by przypaść jaśnie państwu do kolan i zaprosić na wesele. W karczmie przecierano ławy, a przy drzwiach obwieszonych wstążkami czekała matka panny młodej. Witała parę gorzałką z dzbana oraz chlebem i serem, które trzymała na przetaku. Witał młoda parę także karczmarz ze swoją przebiegłą służalnością.

    Ucztę w karczmie, przerywaną tańcami, zwykle fundowali po połowie rodzice, chociaż bywało i tak,  że prowiant, przynajmniej częściowo, znosili sami goście.

    Weselnicy często dopiero wieczorem opuszczali karczmę, by z szumem i hukiem jechać do pani młodej na „obiad”. Bywało i tak, że  kompania rozbijała się na dwie części. W takim przypadku jedną „swoją” zabierał pan młody do siebie i on ją częstował, a dopiero po paru godzinach udawał się z gromadą do oblubienicy – jak pisze w „Kalendarzu  polskim” Józef Szczypka.

     Najczęściej obiad odbywał się wspólnie i goście zajeżdżali z fasonem przed dom młodej pani. Śpiewaniem przywoływano „matulę”, proszono o wpuszczenie wesela za próg, bo drzwi były zamknięte na cztery spusty. Matula dawała się uprosić i jeżeli w karczmie nie dokonała powitalnych ceremonii, wychodziła ku nowożeńcom „ z chlebem, solą i dobra wolą”. Młoda para brała dary, okrążała trzykrotnie stół, całowała wszystkie jego rogi, po czym kładła chleb na piecu. Nie musiało to zresztą tak wyglądać, ponieważ istniały, podobnie jak w innych sytuacjach weselnych, przeróżne odmiany. Zawsze jednak w tych symbolicznych gestach zabiegano o szczęście dla młodej pary i była to ceremonialna godność.

    Dużo zajęć miał starosta czy też starszy drużba. Do jego obowiązków przy obiedzie należało rozdzielanie potraw, on również wygłaszał do śmiechu wierszyki. Żeby starosty słuchano, często występował on z batem, trzaskając raz po raz tym atrybutem władzy. Starosta jako pierwszy kroił kołacz, bo bez kołacza – czy jak na wschodzie  korowaja – wesela nie było.

   Oskar Kolberg pisze, że: „ …była to bułka pszenna wielkości zwyczajnego chleba, na wierzchu miała plecionkę z ciasta w różne esy-floresy plecioną niby w warkocz i pełno barwinku ułożonego jak na głowie  panny młodej, a ponadto przystrojona była w złote i srebrne papierki trzęsące się za każdym poruszeniem”. Powiadano, że „ do korowaja potrzeba wody z Dunaja”, co miało świadczyć niezwykłości tego wyrobu.

     Gdy obiad miał się ku końcowi, zwykle zbierano składki na młodą parę. Hulano, co zrozumiałe zawsze sporo i z werwą o czym świadczą nazwy tańców: „odbijany”, „przebiegany”, „kołowrotek”, „krzyżak”, „obertas”. Koło północy cichły przytupy i przyśpiewki, drużbowie ocierali pot z czoła, baby zbierały się w kółko, paliły cienkie świeczki i śpiewały starą, znaną w całej Polsce, ale niezbyt już zrozumiałą pieśń o chmielu.

     Młodej pani wkładano na głowę ozdobny, haftowany czepek z białego płócienka lub tiulu – symbol, że odtąd wchodzi w krąg mężatek. Dawniej ceremoniał ten był uroczystszy i dłuższy, a pani młodej często wówczas obcinano warkocze, posadziwszy ją  na dzieży.

     Czepek mógł być oczywiście włożony dopiero po zdjęciu ślubnego wianka. Młoda pani udawała, ze chce zrzucić czepek na ziemię, wspólnie z druhnami żaliła się i popłakiwała nad swoim nieszczęsnym losem.

Moja matulu, moja kochana  - biorą mi wianecek,

moja matulu, moja kochana – kładą mi cepecek.

Moja matulu, moja kochana – biorą mi ruciany,

moja matulu, moja kochana – kładą mi niciany…

    Po czepinach było picie i jedzenie, wpadali przebierańcy  udający kupców, młoda pani próbowała uciec mężusiowi, ale przede wszystkim tańczono do upadłego. Z przyśpiewkami odprowadzano młodych do izby lub stodoły na pokładziny, życząc im dobrej nocy. Inaczej rzecz się miała, gdy młoda pani opuszczała rodzicielskie progi. Były wtedy paradne odwieziny, a młody pan zjawiał się rychło po posag, by przypadkiem małżonka nie zapomniała o krowach, zagłówkach, pierzynach i nieodzownej malowanej skrzyni z przyodziewkiem. Druhny żegnały ją wtedy śpiewem:

…Wiąż mi pani matko pierzynę,

dwie poduszki i skrzynię.

Daj mi pani matko co więcej,

wsyp mi do skrzyni, co brzęczy

   Gdy wóz z dobytkiem jechał na miejsce przeznaczenia, bielejąc wysoką piramidą zagłówków, wśród których siedziała na skrzyni młoda, należało sprostać jeszcze kilku ceremoniom. Wioskowi figlarze tarasowali drogę szlabanami z żerdzi, żądając okupu we flaszkach, świekra wychodziła z chlebem ku synowej, ta odbierała go z uszanowaniem, w izbie toczyła bochenek po stole, kroiła go i rozdawała zebranym, aby w przyszłości umiała piec, dzielić i karmić jak gospodyni. A potem znowu były napitki, tańce i śpiewy, w których przygadywano rodzicom pana młodego.

Powiadają ludzie, że tu u was dobrze,

a tu trzeba robić, jaż się skóra podrze.

   Rozpoczynali młodzi nową drogę życia – często znojną i trudną. Ale cóż – cierp teraz ciało,  kiedyś chciało. Ojciec pani młodej często oddychał z ulgą, że pozbył się z domu kłopotu, tym bardziej, gdy miał kilka córek na wydaniu. Każde wesele chłopskie było pokazem wewnętrznej więzi łączącej poszczególnych członków rodziny i publicznym poświadczeniem autorytetów, które nimi rządziły.

                                                                                                     Halina Kościńska

Gmina Brzozów

  • Brzozów
  • Górki
  • Grabownica Starzeńska
  • Humniska
  • Przysietnica
  • Stara Wieś
  • Turze Pole
  • Zmiennica
  •  

Gmina Domaradz

  • Domaradz 
  • Barycz
  • Golcowa

Gmina Dydnia

  • Dydnia
  • Grabówka
  • Hroszówka
  • Jabłonka
  • Jabłonica Ruska
  • Końskie
  • Krzemienna
  • Krzywe
  • Niebocko
  • Niewistka
  • Obarzym
  • Temeszów
  • Ulucz
  • Witryłów
  • Wydrna

Gmina Haczów

  • Buków
  • Haczów
  • Jabłonica Polska
  • Jasionów
  • Malinówka
  • Trześniów
  • Wzdów

Gmina Jasienica Rosielna

  • Jasienica Rosielna
  • Blizne
  • Orzechówka
  • Wola Jasienicka
  •  

Gmina Nozdrzec

  • Nozdrzec
  • Hłudno
  • Huta Poręby
  • Izdebki
  • Siedliska
  • Wara
  • Wesoła
  • Wołodź

Gmina Dynów

  • Dynów
  • Bachórz
  • Dąbrówka Starzeńska
  • Dylągówka
  • Harta
  • Laskówka
  • Łubno
  • Pawłokoma
  • Ulanica
  • Wyręby
  •  

Powiat

  • Warto zobaczyć
  • Inne zdjęcia
  • Regionalne