Menu
Dzisiaj jest: 25 Sierpień 2019    |    Imieniny obchodzą: Luiza, Patrycja, Ludwik

baner3

plus brzozow
reklama
reklama

Higiena cz. 8

fot. EmKa fot. EmKa

      Znaleziska archeologiczne na terenie dawnych osad dowodzą, że troska o utrzymanie czystości zarówno domu, jak i jego mieszkańców, nie była naszym przodkom obca. Przy wielu domostwach znajdowały się łaźnie – ziemianki i łaźnie naziemne, wyłożone kamieniami podobne do ruskich bani i fińskich saun.

     Spora liczba odnalezionych grzebieni, nożyczek, szpil do włosów i kijanek do prania odzieży świadczy o potrzebie życia w czystości. Wspomina o tym m.in. średniowieczny zapis mnicha Rudolfa z klasztoru cystersów w Rudzie (zwany Katalogiem magii Rudolfa).

     Starano się też w miarę możliwości, o schludny wygląd otoczenia. W najdawniejszych osadach np. Biskupinie i nieco młodszych osiedlach, tj. Kruszwica, Opole, Gdańsk uliczki między domostwami wyłożone były faszyną i drewnianymi kłodami, by uniknąć brudu i błota. Wnętrza domów często sprzątano, czego dowodem są znalezione przez archeologów różnego rodzaju miotły.

     Gorzej działo się w miastach średniowiecznych. Były przeważnie nieduże, zatłoczone i bez odpowiednich urządzeń kanalizacyjnych, a co za tym idzie nie sprawiały przyjemnego wrażenia. Nieczystości wylewano byle gdzie, roiło się od robactwa i gryzoni, wszędzie było pełno słomy i nawozu końskiego. Niektóre miasta posiadały brukowane ulice, co ułatwiało odpływ nieczystości. Święty Tomasz z Akwinu żyjący w XIII wieku zalecał używanie w kościele kadzideł, by stłumić fetor niedomytych ludzkich ciał, który „może wzbudzać odrazę”.  

     Jan Drabina prof. UJ W Krakowie, wybitny znawca średniowiecza, pisze, że we Wrocławiu na przełomie XIV i XV wieku bieżąca woda doprowadzana była wodociągiem do 600 prywatnych domów. Takich miast było z pewnością więcej, ale generalnie Europa i Polska były brudne. Być może Europa mniej by śmierdziała, byłaby czystsza i zdrowsza, gdyby barbarzyńcy, którzy pokonali Cesarstwo Rzymskie, umieli docenić zalety kąpieli. Widać uważali ją za zbędną, bo nie zadbali o termy – czyli publiczne łaźnie, które miały bieżąca wodę doprowadzaną ze źródeł akweduktami, szatnie, podgrzewane baseny, łaźnie parowe, sale masażu itd. i doprowadzili to wszystko do ruiny.

      W średniowiecznych zamkach budowano specjalne wieże – ubikacje, dostępne koronowanym głowom, członkom dworu i rycerstwu. Król Władysław Jagiełło – słynący z dbałości o higienę – podobno w ślubnym prezencie podarował królowej Jadwidze… wannę do kąpieli. Oboje królestwo myli się chętnie i często, korzystając z łaźni zamkowej  XIV-  XV wiek. Ponieważ król zasiadał na tronie 48 lat,  członkowie dworu i rycerstwo też nabrali  z czasem dobrych przyzwyczajeń jeżeli chodzi o higienę.

        Na dworach wśród rycerstwa i arystokracji nie wypadało być brudasem, tyle, że zabiegi higieniczne na co dzień ograniczały się do mycia twarzy i rąk. Aby nie czuć im było z ust żuli bogaci lukrecję, a do płukania ust używali  szałwii, rumianku lub mięty. Zęby myli popiołem i węglem drzewnym, solą, a w późniejszych latach sodą.

        Łaźnie w średniowieczu nie miały dobrej opinii w oczach Kościoła, bo kąpiel, szczególnie ciepła służyła rozkoszy, w związku z tym była grzeszna, bo  rozbudzała pragnienia. Mało tego otwierała pory skóry i powodowała wnikanie do organizmu różnych chorób tj. dżuma, cholera czy czarna ospa. Tak wiec lepiej było być niedomytym Europejczykiem, ale za to dobrym chrześcijaninem.

         Czyścioszką była królowa Marysieńka, żona Jana III Sobieskiego XVII wiek, która – przenosząc się do Polski – przywiozła ze sobą urządzenia łazienkowe, w tym nie znany u nas jeszcze bidet. W pałacu w Wilanowie podziwiać można m.in. luksusową wannę księżnej Lubomirskiej.

          Aż do końca XVIII wieku ludzie kapali się w ubraniach. Do lat 80.XIX wieku nie znano dezodorantu. Ludzie śmierdzieli. Tylko bogatsi maskowali przykry zapach perfumami, co w niczym nie pomagało, wręcz osiągało odwrotny skutek. Smród był jeszcze intensywniejszy. Przyczyniały się do tego i noszone stroje, bogate, ozdobne, ale często nie prane,  mocno przepocone. Kobiety nie depilowały ciała. Depilacja i to w krajach Zachodniej Europy pojawiła się w latach 20. XX wieku.

        Na wsi, gdzie dostęp do wody  - studnie, strumienie, jeziora, stawy  był łatwiejszy, a nieczystości nie musiały spływać rynsztokami, myli się ludzie niezbyt dokładnie, ale powszechnie i często, a kąpieli zażywano po prostu dla przyjemności. Na czyściochów czekały łaźnie, których  czasem było nawet kilka w dużej wsi – jak pisze Zuzanna Śliwa o zwyczajach rodzinnych w „Encyklopedii polskich tradycji”.

        Na wsiach do mycia używano cebrzyków, kadzi, szaflików, a niekiedy niecek i drewnianych wiader. Jako mydło służyła specjalna glinka, kwas z kiszonej kapusty, wywar z obierzyn ziemniaczanych albo ług.

        Narzekał ksiądz Jędrzej Kitowicz, pamiętnikarz epoki saskiej, że w polskich dworach nie było osobnych ubikacji. „Kto był uczciwy, wychodził za potrzebą na dwór, choćby w trzaskający mróz, kto zaś nie chciał zadawać sobie tej przykrości, zalewał w kominie ogień, który zwyczajnym trzaskiem niejednego obudził ze snu i przestraszył…”. W użyciu były oczywiście naczynia nocne – nocniki, przechowywane np. w sypialni w odpowiednich szafkach.

        Na  wsiach „za potrzebą” chadzano w przydomowe zarośla lub koło gnojowiska. Papieru toaletowego nie było, więc używano liści, słomy, siana. Dopiero w XX wieku  przybyło osobno stojących lub przyczepionych do stajni i obórek tzw. „wygódek”. Przed II wojną światową zwano je sławojkami, od nazwiska propagującego higienę lekarza, polityka i generała, Felicjana Sławoja Składkowskiego, premiera w latach 1936 – 1939, a w czasie II wojny światowej  szefa sanitarnego wojsk polskich na Środkowym Wschodzie.

       Dopiero sto lat temu – pod koniec XIX  wieku mydło zaczęło wchodzić do powszechnego użytku. Pojawiła się też odzież spodnia, którą prano dość często za pomocą kijanki, ługu, potem mydła. Nawet największy brudas musiał się kąpać z okazji świąt oraz ważniejszych uroczystości – i to solidnie, bo taki był zwyczaj. Zęby czyszczono żywicą np. na Podhalu, albo popiołem drzewnym. Natomiast głowę myto rzadko, stąd popularny na wsiach tzw. kołtun, czyli zbite w twardą kulę, skłębione, przetłuszczone włosy. Bano się go obcinać, wierząc, że grozi to chorobą, a nawet śmiercią. Powszechna była wszawica, której sprzyjało m.in.  spanie na jednym łóżku dorosłych i dzieci oraz nocowanie ludzi młodych szczególnie latem w zabudowaniach gospodarczych, trzymanie w izbie – kuchni  drobiu i małych zwierząt gospodarskich – jak pisze Danuta Tylkowa w dziale „Tradycyjne urządzenie domu chłopskiego” zamieszczonym w „Etnografii Polski”. Ratowano się przed wszawicą, myjąc włosy, wyczesując je grzebieniem tzw. „wszarzem” i nacierając głowę naftą – po wprowadzeniu w XIX wieku oświetlenia naftowego.

      Pluskwy i pchły w domach zarówno w miastach jak i na wsiach były zjawiskiem powszechnym. Walczono z nimi, ale problem ten istnieje i w naszych czasach tj. w XXI wieku, szczególnie tam, gdzie nie dba się  o higienę własną i najbliższego otoczenia.

      Elektryfikacja stworzyła lepsze warunki dla zdrowia i podniesienia higieny na wsi, ale pamiętać musimy, że niektóre wsie powiatu brzozowskiego zelektryfikowane zostały dopiero w latach 50. XX wieku, czyli nie tak dawno. Chłopska kultura tradycyjna ze swoimi zwyczajami miała jasne i ciemne strony. Przypominając je, trzeba mieć na uwadze, w jakich warunkach tworzyły ją kolejne pokolenia chłopów i nie zawinione, ciążące nad nią jej podłoże historyczne – czym pisze m.in. prof. Anna  Kutrzeba - Pojnarowa w książce Trześniów. Tradycyjna kultura chłopska i kierunki przemian”.

        Na koniec ciekawostka. „Gazeta Warszawska” 09 lipca 1837 roku donosiła, że we Lwowie przebojem lata będą kąpiele w łaźni parowej. Zakład otworzy w stolicy Galicji Gotfryd Mosing „doktor medycyny, lekarz miejski i fizyk c.k. więzienia princypalnego”. Para ma leczyć niemal wszystko. Przede wszystkim kąpiele będą łagodziły cierpienia w przypadku bólu krzyżów, artretyzm i reumatyzm (…). Nade wszystko jednak pobyt w łaźni parowej pomoże Galicjanom z „nędzną cerą” – wrzodami, liszajem, świerzbem i  „wyrzutami twarz szpecącymi”.

                                                                                                       Halina Kościńska

 

Ostatnio zmienianyponiedziałek, 31 lipiec 2017 16:46
Powrót na górę

Gmina Brzozów

  • Brzozów
  • Górki
  • Grabownica Starzeńska
  • Humniska
  • Przysietnica
  • Stara Wieś
  • Turze Pole
  • Zmiennica
  •  

Gmina Domaradz

  • Domaradz 
  • Barycz
  • Golcowa

Gmina Dydnia

  • Dydnia
  • Grabówka
  • Hroszówka
  • Jabłonka
  • Jabłonica Ruska
  • Końskie
  • Krzemienna
  • Krzywe
  • Niebocko
  • Niewistka
  • Obarzym
  • Temeszów
  • Ulucz
  • Witryłów
  • Wydrna

Gmina Haczów

  • Buków
  • Haczów
  • Jabłonica Polska
  • Jasionów
  • Malinówka
  • Trześniów
  • Wzdów

Gmina Jasienica Rosielna

  • Jasienica Rosielna
  • Blizne
  • Orzechówka
  • Wola Jasienicka
  •  

Gmina Nozdrzec

  • Nozdrzec
  • Hłudno
  • Huta Poręby
  • Izdebki
  • Siedliska
  • Wara
  • Wesoła
  • Wołodź

Gmina Dynów

  • Dynów
  • Bachórz
  • Dąbrówka Starzeńska
  • Dylągówka
  • Harta
  • Laskówka
  • Łubno
  • Pawłokoma
  • Ulanica
  • Wyręby
  •  

Powiat

  • Warto zobaczyć
  • Inne zdjęcia
  • Regionalne