Menu
Dzisiaj jest: 25 Sierpień 2019    |    Imieniny obchodzą: Luiza, Patrycja, Ludwik

baner3

plus brzozow
reklama
reklama

SĄSIEDZI cz. 7

fot. brzozowiana fot. brzozowiana

           Rodzina i dom stanowiły odrębny świat wraz z charakterystycznymi dla niego obyczajami. Kilka rodzin stanowiło najbliższe sąsiedztwo, ulicę, kolonię, przysiółek. One z kolei składały się na osadę, wioskę, miasteczko. Sąsiednie miejscowości były okolicą. Każda z tych cząstek wnosiła do społeczności swoje  zwyczaje, obyczaje, obrzędy.

            Sąsiada traktowano jak kogoś bliskiego. Nie sposób było przejść obojętnie obok jego trosk i radości. Kształtujące się przez wieki poczucie wspólnoty narzucało międzysąsiedzkim kontaktom określone normy obyczajowe. Jedną z nich –  podstawową – był szacunek. W słowie tym mieszczą się  grzeczność, pomoc i gościnność.

    Gdy spotykano sąsiada bliższego lub dalszego – nawet z drugiego końca wsi, obowiązkowo grzecznie go witano – i w myśl tej samej tradycji – zamieniano z nim chociaż kilka zdań. Tematem rozmowy było zdrowie, gospodarstwo, powodzenie w interesach, dzieci lub krewni. Oczywiście, że zdarzały się odstępstwa od tych norm. Przecież na co dzień między ludźmi trudno o ideał, zawsze dobry humor i zgodę.

     W życiu gromady bywały chwile, kiedy poczucie wspólnoty dawało się odczuć silniej niż zazwyczaj. Ufano, że „ jak ja pomogę tobie, ty pomożesz mnie”. Spieszono więc z pomocą przy wznoszeniu domu, kopaniu studni, remontach, koszeniu, młóceniu, zwózce zboża, wykopkach, a także w razie pożaru, powodzi, choroby i innych plag.

    Najciekawszym zwyczajem na polskich wsiach była tzw. tłoka, czyli wspólna praca np. na polu sąsiada nie mogącego zdążyć ze żniwami. Ten, któremu pomagano – jak pisze Zuzanna Śliwa o zwyczajach rodzinnych w „Encyklopedii polskich tradycji” musiał przygotować choćby najskromniejszy poczęstunek, ale sąsiadom nie płacił ani grosza. Na tłokę – nawet jeśli odbywała się w niedzielę lub w święto – zezwalał bez zastrzeżeń Kościół katolicki, uznając ją za uszlachetnioną formę wsparcia bliźniego.

     Sąsiedzi spotykali się także poza pracą, by porozmawiać, naradzić się, omówić wiejskie sprawy albo zwyczajnie poplotkować. Pięknie komentuje sąsiedzkie pogwarki obraz Franciszka Smuglewicza  „Włościanie przy stole”, na którym malarz przedstawił poważnych włościan  wsłuchanych w głos najstarszego z nich. Bardzo chętnie się odwiedzano. Do cudzego domu wypadało pójść  umytym i czysto ubranym. Witano się poważnie, często dostojnie. Dotyczyło to przeważnie starszych ludzi. Nawet każdego przyjezdnego witano z szacunkiem, ale i z ciekawością. Brak grzeczności uważany był za występek przeciw normom obyczajowym.

     Za ciężkie przewinienie wobec gromady uważano kradzież,  oszustwo i cudzołóstwo. Tych łatwo nie wybaczano i wymierzano za nie surowe kary. Przykładem może tu być Jagna  żona Boryny z „Chłopów” Władysława Reymonta.

      Szanowano ziemię sąsiada. Granic wsi i pól pilnie strzeżono. By wyznaczyć linię podziału, pozostawiano miedze albo sypano kopce. Chcąc zapobiec oszustwom, często na dnie owych kopców umieszczano własne znaki, np. garnki gliniane lub butelki z karteczkami, na których wypisana była data  ustanowienia granicy. Czasem był nią rząd drzew lub wał z polnych kamieni. Uważano, że kto naruszy znaki graniczne, po śmierci będzie się błąkał po polach jako dusza pokutująca.  Przykładem może tu być spór Pawlaka i Kargula o zaoraną na dwa palce miedzę z filmu „Sami swoi”, czy spór o gruszę rosnącą na miedzy między polem rodziny Rzędziana, a sąsiadem z książki lub filmu „Ogniem i mieczem”.

       W wolne dni trwały zabawy w karczmie. Wprawdzie stateczni gospodarze uczestniczyli w nich przy specjalnych okazjach, ale młodzi nie stronili od takich kontaktów towarzyskich. W czasie wieczornych spotkań nie tylko rozmawiano i tańczono, ale również sporo pito piwa i wódki. Od XVI wieku sprzyjał temu tzw. przywilej propinacyjny, czyli wyłączne prawo dziedzica do produkcji trunków, zobowiązujące jednocześnie chłopów do kupowania pewnej ilości wódki w pańskiej karczmie. Czasem część należności za pracę we dworze chłop otrzymywał w gorzałce. Propinację zniesiono w XIX wieku- zdołała jednak uczynić wiele zła, zniszczyć niejedną rodzinę i dobrosąsiedzkie stosunki. Warto sięgnąć po „Dzieje obyczajów w dawnej Polsce” Jana Stanisława Bystronia (1892-1964), wybitnego etnografa i socjologa, profesora uniwersytetów: poznańskiego, jagiellońskiego i warszawskiego, badacza dziejów polskiej obyczajowości. Jemu to zawdzięczamy  upowszechnienie wiedzy o wielu skarbach polskiej kultury dworskiej, miejskiej i chłopskiej.

                                                                                                   Halina Kościńska

Ostatnio zmienianyczwartek, 06 lipiec 2017 12:10
Więcej w tej kategorii: « Dorastanie (cz. 6) Higiena cz. 8 »
Powrót na górę

Gmina Brzozów

  • Brzozów
  • Górki
  • Grabownica Starzeńska
  • Humniska
  • Przysietnica
  • Stara Wieś
  • Turze Pole
  • Zmiennica
  •  

Gmina Domaradz

  • Domaradz 
  • Barycz
  • Golcowa

Gmina Dydnia

  • Dydnia
  • Grabówka
  • Hroszówka
  • Jabłonka
  • Jabłonica Ruska
  • Końskie
  • Krzemienna
  • Krzywe
  • Niebocko
  • Niewistka
  • Obarzym
  • Temeszów
  • Ulucz
  • Witryłów
  • Wydrna

Gmina Haczów

  • Buków
  • Haczów
  • Jabłonica Polska
  • Jasionów
  • Malinówka
  • Trześniów
  • Wzdów

Gmina Jasienica Rosielna

  • Jasienica Rosielna
  • Blizne
  • Orzechówka
  • Wola Jasienicka
  •  

Gmina Nozdrzec

  • Nozdrzec
  • Hłudno
  • Huta Poręby
  • Izdebki
  • Siedliska
  • Wara
  • Wesoła
  • Wołodź

Gmina Dynów

  • Dynów
  • Bachórz
  • Dąbrówka Starzeńska
  • Dylągówka
  • Harta
  • Laskówka
  • Łubno
  • Pawłokoma
  • Ulanica
  • Wyręby
  •  

Powiat

  • Warto zobaczyć
  • Inne zdjęcia
  • Regionalne