Menu
Dzisiaj jest: 22 Październik 2019    |    Imieniny obchodzą: Halki, Filipa, Przybysława
NAJNOWSZE:
plus brzozow
reklama

AniKa Dąbrowska - Oddycham Chwilą

Dorastanie (cz. 6)

Dorastanie (cz. 6)

   Dorastanie zawsze było okresem trudnym w życiu człowieka. Dziecko nie mogło już liczyć na ulgowe traktowanie. Wiejskie dzieci pędzono do pracy. Jak wspomniałam w poprzednim odcinku  już kilkuletnie dzieci musiały paść bydło, pilnować drobiu, a nawet pomagać w robotach polowych, np. przy zbieraniu ziemniaków. Mały, wiejski pastuszek to wdzięczny temat, o czym świadczy znakomity obraz Józefa Chełmońskiego, ale rzeczywistość  często bywała mniej barwna.

    Dzieci szlacheckie powierzane były opiece preceptorów -  domowych nauczycieli.

    Kapryszące lub dokazujące dzieci chłopskie, uspokajano łykiem wódki, a jeśli to nie pomogło, spuszczano im baty skórzanym rzemieniem. Łoił dzieciom skórę zarówno chłop, jak i szlachcic uzasadniając to koniecznością wymierzenia ojcowskiej sprawiedliwości – jak pisze o zwyczajach rodzinnych Zuzanna Śliwa w „Encyklopedii polskich tradycji”. Ofiarami takiej dyscypliny padali przede wszystkim chłopcy, którzy po osiągnięciu siedmiu lat przechodzili pod niemal absolutną władzę ojca.

     Chłopiec poznawał surowe zasady rządzące światem. Musiał być we wszystkim posłuszny ojcu – lub jeśli miał zostać rzemieślnikiem – majstrowi, nauczycielowi fachu, albo też gospodarzowi, u którego dorabiał jako parobek, np. przy pasieniu krów. Kiedy podrósł do lat kilkunastu uczył się koszenia, orania, ciesiołki, powożenia końmi, opieki nad zwierzętami gospodarskimi i jeździł na jarmarki. Krótko mówiąc, musiał być nad wiek poważny, a gdy zaszła taka potrzeba – dbać o honor rodu, o dobre imię najbliższych. Powinien więc nieźle władać kijem – jeśli mieszkał w chłopskiej chacie, a szablą jeśli był szlachcicem. Mimo surowości wychowania pozostawiano chłopcu sporo swobody, np. w doborze chłopięcych zabaw.

      Dziewczynki od najmłodszych lat uczono trudnej sztuki szycia, haftowania, tkania. Przyszłe gospodynie zamiatały chałupę, obierały warzywa, uczyły się gotować, pieliły chwasty, pasły gęsi i kaczki, a także pilnowały młodszego rodzeństwa. Obracały się w skromnym świecie domowych zajęć zwyczajowo przypisanych kobietom, dlatego większość czasu spędzały w domu i jego najbliższym otoczeniu. Z pewnością patrzyły tęsknie na swych rówieśników, którzy w czasie wolnym od obowiązków mogli biegać po okolicy, „jeździć na kiju”, grać gałganową piłką, strzelać z własnoręcznie zrobionych łuków i proc, kąpać się w stawach lub rzekach. Nie wiadomo, kto na wsi  pierwszy wymyślił piłkę. Kimkolwiek jednak był, przysporzył dzieciom wiele radości. O grze w piłkę wspomina już Mikołaj Rej z Nagłowic (1505-1569): „Nadęta piła, którą oni szaleńcy, co ją więc igrają, nogami i rękami bijąc popychają…”. Piłkę, jak opisuje Jędrzej Kitowicz (1728-1804), badacz XVIII- wiecznych obyczajów, robiono ze skłębionej wełny albo pakuł, które dokładnie owijano mocnymi nićmi i zaszywano w grubszy kawałek materiału lub w skórę. Już w XVI wieku gra w piłkę stała się popularna w sferach dworskich. Poświęcał jej wolne chwile sam król Zygmunt III Waza.

     Od niepamiętnych czasów ulubionymi zabawami dzieci były ciuciubabka, przeciąganie liny oraz różne wyliczanki w rodzaju: „ chodzi lis koło drogi”, „czarny baran”, „jawor, jawor, jaworowi ludzie”, „deszczyk pada, słońce świeci, Baba Jaga masło kleci”, „Ele – mele dudki, gospodarz malutki…”. Niektóre z tych zabaw – jak sugeruje Jan Stanisław Bystroń (1892-1964) etnolog i socjolog są – szczątkową formą pradawnych magicznych rytuałów związanych z witaniem wiosny, sprowadzaniem deszczu lub odpędzaniem złych duchów. Obserwowane przez dzieci, przeszły do ich gier i dzięki temu przetrwały setki lat.

                                            Panna i kawaler

    Odmienne zajęcia dorastających dziewcząt i chłopców , którym już sypał się wąs, powodowały, że ich codzienne kontakty były ograniczone. Zaległości nadrabiano podczas świąt, podczas różnorodnych spotkań towarzyskich, a także w trakcie robót polowych, takich jak: sianokosy, żniwa czy wykopki ziemniaków.

     Jednym z najpopularniejszych na wsi sposobów wspólnego, a zarazem pożytecznego spędzania czasu były tzw. „prządki”. Zaczynały się późną jesienią, a ciągnęły się przez zimę i  wczesne przedwiośnie, kiedy było najmniej pracy w polu i w obejściu. Dziewczęta przynosiły różne robótki ręczne, przędły wełnę albo len, darły pierze – o czym pisze Jan Stanisław Bystroń w książce „Dzieje obyczajów w dawnej Polsce. Wiek XVI-XVIII”.  Chłopcy z gospodarzami pletli powrozy, wiązali miotły brzozowe, naprawiali drobne sprzęty gospodarskie. Wymieniano jednak przede wszystkim plotki i opowieści ze świata, słuchano zagadek, baśni i legend, śpiewano pieśni, tańczono (w adwencie tańce wolne), bo na prządki zaglądała też młodzież męska.

     Wspaniałe widowisko obrzędowe „Graboskie prządki” mają w swoim przebogatym repertuarze „Graboszczanie” z Grabownicy Starzeńskiej w gminie Brzozów.  Pełniąc funkcję dyrektora Muzeum Regionalnego w Brzozowie zorganizowałam dzięki uprzejmości kierownika artystycznego Zofii Olejko dwie prezentacje tego widowiska w sali kina „Sokół” ( 03 i 16 października 2001 roku) dla 600 uczniów z gminy Brzozów. Uczniowie mieli jedyną okazję, aby na żywo obejrzeć to widowisko i wziąć udział w konkursie, który obejmował  m.in: elementy widowiska, gwarę, użyte rekwizyty.

     Inny pretekst do spotkań stanowiły odpusty, jarmarki, majówki, sobótki, dożynki, andrzejki i inne rozmaite święta. Dziewczęta nawet najuboższe, znały swoje miejsce w życiu. Na ogół umiały wykazać się gospodarnością, czystością, posłuszeństwem wobec starszych. Chłopcy, którzy mieli więcej swobody, musieli być przede wszystkim mężni. Toteż ochoczo popisywali się umiejętnością koszenia, rżnięcia sieczki, powożenia końmi  i mocną głową.

    Po osiągnięciu odpowiedniego wieku kawaler szukał kandydatki na żonę, ale liczył się przede wszystkim majątek. Kolejno potem następowały swaty, zrękowiny, zaprosiny, wesele, oczepiny i wprowadziny do domu męża, narodziny potomstwa i opieka nad nim w okresie dzieciństwa, ale  o tym pisałam już we wcześniejszych odcinkach.

     W kolejnych sześciu odcinkach napiszę o sąsiadach, higienie,  zdrowiu i chorobie,  starości i dziadach, o ostatnim pożegnaniu i o pogrzebie, który zamknie cykl „Zwyczajów rodzinnych”.

                                                                                              

                                                                                                              Halina Kościńska

Ostatnio zmienianysobota, 17 czerwiec 2017 20:48
Więcej w tej kategorii: « Dzieciństwo (cz. 5) SĄSIEDZI cz. 7 »
Powrót na górę

Gmina Brzozów

  • Brzozów
  • Górki
  • Grabownica Starzeńska
  • Humniska
  • Przysietnica
  • Stara Wieś
  • Turze Pole
  • Zmiennica
  •  

Gmina Domaradz

  • Domaradz 
  • Barycz
  • Golcowa

Gmina Dydnia

  • Dydnia
  • Grabówka
  • Hroszówka
  • Jabłonka
  • Jabłonica Ruska
  • Końskie
  • Krzemienna
  • Krzywe
  • Niebocko
  • Niewistka
  • Obarzym
  • Temeszów
  • Ulucz
  • Witryłów
  • Wydrna

Gmina Haczów

  • Buków
  • Haczów
  • Jabłonica Polska
  • Jasionów
  • Malinówka
  • Trześniów
  • Wzdów

Gmina Jasienica Rosielna

  • Jasienica Rosielna
  • Blizne
  • Orzechówka
  • Wola Jasienicka
  •  

Gmina Nozdrzec

  • Nozdrzec
  • Hłudno
  • Huta Poręby
  • Izdebki
  • Siedliska
  • Wara
  • Wesoła
  • Wołodź

Gmina Dynów

  • Dynów
  • Bachórz
  • Dąbrówka Starzeńska
  • Dylągówka
  • Harta
  • Laskówka
  • Łubno
  • Pawłokoma
  • Ulanica
  • Wyręby
  •  

Powiat

  • Warto zobaczyć
  • Inne zdjęcia
  • Regionalne