Menu
Muzyczny weekend w Parku Jordanowskim

Muzyczny weekend w Parku Jorda…

Zapraszamy na zbiorc...

Most w Niewistce już oficjalnie otwarty!

Most w Niewistce już oficjalni…

Od poniedziałku 29 c...

Sen nocy letniej - historia jednej pary baletek

Sen nocy letniej - historia je…

Zapraszamy na fotore...

Gminne zawody - sportowo pożarnicze w Brzozowie

Gminne zawody - sportowo pożar…

Zapraszamy na fotore...

Jak szybko i wygodnie nadać swoją paczkę przez Paczkomat®? Podpowiadamy

Jak szybko i wygodnie nadać sw…

Nadanie paczki nie m...

Procesja Bożego Ciała w Brzozowie

Procesja Bożego Ciała w Brzozo…

Zapraszamy na zdjęci...

Wojewódzkie obchody Dnia Strażaka. Nowa strażnica w Brzozowie oficjalnie otwarta!

Wojewódzkie obchody Dnia Straż…

Zapraszamy na relacj...

70-lecie Brzozowskiego Domu Kultury

70-lecie Brzozowskiego Domu Ku…

Parafrazując: 70 lat...

Nauczyciele ZSB w Walencji – Erasmus+ jako przestrzeń wymiany doświadczeń i nowoczesnej edukacji zawodowej

Nauczyciele ZSB w Walencji – E…

W dniach 11 – 17 kwi...

Prev Next
Admin

Admin

URL strony: http://www.brzozowiana.pl

KARNAWAŁOWE WSPOMNIENIA

„Karnawału czas się zaczął

Pora zabaw, uciech, harców

Spod kopyta mroźnym śniegiem

W odurzanych „rajskim chlebem”

Sypło z ostra, wśród radości

Bo za chwilę w kalendarzu

Środa postna już zagości

I w pokorze schylim głowę

By popiołem wszyscy społem

Posypani, poznawali tajemnice:

Że z popiołu znowu w popiół

Wszyscy czasem się zmienimy

Karnawałowe szaleństwo, zabawy były różne, w różnym okresie czasowym. Chciałabym sięgnąć pamięcią kilka dziesiątek lat wstecz, gdy żyli jeszcze moi rodzice, gdy żyło się zupełnie inaczej niż dzisiaj, gdy wszystko chyba inaczej wyglądało niż w czasie obecnym. Ani rodzicie, ani my jako młodzi nie mieliśmy takich dóbr, które mają już moi wnukowie i ich rówieśnicy, dla nich moje opowieści, które w sercu noszę, są jak mi się zdaje – nie pojęte, niezrozumiałe, nie mające miejsca w ich czasie życiowym, ale nie było na swój sposób źle, może tylko czasem…  było na pewno biednej, ale ludzie życi godnie, po sąsiedzku, nie odgradzali się wysokimi płotami, mili czas na rozmowę, choć wszystkie niemal prace wykonywało się ręcznie, nie żyło się od godziny do godziny, inna była szczęśliwość międzyludzka.

            W okresie karnawału odbywały się również zabawy, najczęściej organizowane przez kobiety z KGW w porozumieniu większości z nauczycielami, a jeżeli była to mała 3-klasowa szkoła, to było łatwiej się dogadać, bo był tylko jeden nauczyciel. Pamiętam, że jako młoda mężatka wspólnie z innymi kobietami, przygotowałyśmy oczywiście w szkole za pozwoleniem jej „szefa” zabawę karnawałową,  bo nie było innego miejsca na wspólne biesiadowanie. We  własnym zakresie zostały zrobione kanapki biały ser, odrobina kiełbasy, ogórek kiszony, bo był w każdym gospodarstwie. Nie brakowało żadnych przekąsek, jadło w karnawale na zabawie musiało być.  Na taką zabawę robiłyśmy zaproszenia, a że miejscowość jest mała to wszyscy je dostali, choć czasem były problemy z miejscami, ale co tam… dołożyło się od stolarza jakąś deskę, okryto ją kocem i siedzenie było wtedy w bród. Zaproszeni mieszkańcy, okazywali się gośćmi honorowymi, każdy „coś” ze sobą przyniósł, postawił na stole, sałatki (królowała jarzynowa), chleb, kto miał ubitego świniaka to tez przyniósł trochę podrobów, nie brakowało nigdy „wody rozmownej”, bo to ona była przepustką do dodania sobie humoru, odwagi. 

            Nie pamiętam, aby był skład orkiestry, nie… z drugiej wsi zamówiłyśmy muzykanta, który w miarę grał na harmonii, albo na organkach i choć ogólnie było zimno, bo zimy były srogie, mrozy czasem siarczyste, to nogi pod stołem same tańczyły a potem to już każdy z każdym wywijał jak umiał, aż pot z czoła spływał.  Trzeba przyznać, że musiało też być dobre zdrowie, bo dzisiaj nawet w śmiałym myśleniu nie mogę sobie tego wytłumaczyć. I tak zabawa trwała, stopy od spodu aż piekły, często z niewygodnych butów jak i od tego, że nogi były nieco zastałe.

            A nad ranem, zamiast wychodzić, to często się wygramoliło, bo w głowie szumiało i ze śpiewem na ustach do domu. A muzykant? Biedy ciągnął ten akordeon, często nie zapięty i resztki drgań, dźwięków bolesnych się z niego wydobywało. Do swego domu nie doszedł, bo był podwójnie zmęczony, od grania i od tańcowania, bo grzecznościowo kobiety z nim tańczyły,  a reszta śpiewała „Domowa” też w głowie szumiała i kto miał większą ilość izb mieszkalnych to tego zmęczonego muzykanta zabierał do siebie. Przy takich zabawach czy innych spotkaniach bardzo dużo śpiewano ludowych piosenek, nie jedną zwrotkę, ale cały ich ciąg, nie raz było już do znudzenia ich słuchać, a to jeszcze ktoś sobie przypomniał dalszy ciąg… i się ciągło.

            Pamiętam też inna zabawę karnawałową, która też była zorganizowana przez kobiety w budynku szkolnym, w którym mieszkało młode małżeństwo nauczycieli w tzw. „służbówce”, bardzo mili ludzie, szybko ‘wtopili się” w nasze społeczeństwo. W lecie pomagali ludziom w pracach polowych, za co byli ogólnie szanowani, w zimie gdy czasu było więcej, w karnawale wspólnymi siłami zrobiliśmy zabawę. Goście, mieszkańcy tej miejscowości, oczywiście wszyscy zaproszeni, a że była to cała społeczność, układało się koncert życzeń z dołączoną zwrotką lub refrenem piosenki zagranej przez muzykanta na harmonii.  A że ludzie zostali docenieni w szczególny dla każdego sposób, honorowo do kapelusza wrzucali datki, ręką jak najdłużej wyciągniętą, aby sąsiad po prawej czy lewej stronie widział hojność… czy to śmieszne?... dzisiaj tak, ale wtedy nie… i Urząd Skarbowy też za taki trick nikogo nie ścigał. I tak zabawa trwała, tańce, przegryzka, „księżycowy blask” rozświetlał stoły i umysły, domowe gatunki win dodawały retuszu, żarty zakropione miejscową gwarą, która w uszach świdrowała aż do bólu, niektórzy odwracali głowy, udając, że nie słyszą.  A muzykant grał i grał… . Grubo po północy czas do domu, wszyscy się żegnali więcej niż jeden raz, ściskali i nieskromne całusy dawali, że końca nie było… policzki piekły, a tu jeszcze ten czy tamta chce się przy rozstaniu pożegnać, a że wszyscy z jednego sioła to czemu nie?...

            W końcu stoję już nieco zmarznięta, zmęczona, mimo kożucha, który na mnie spoczywał, czekam az mój szanowny małżonek ubierze swój kożuch i pójdziemy do domu, bo mróz był znowu siarczysty, a ten biedak pcha ręce do rękawów i nie może trafić i nie daje rady... mimo wielkiego wysiłku jaki w to ubieranie wkładał, nie dał rady, był słabszy niż myślałam.  Stoję tak, tym wszystkim już znudzona i zła, ale w tej chwili myślą dość inteligentną błysnął właśnie ten młody nauczyciel, który zapytał: czt ty dobry kożuch ubierasz? Bo on coś za mały… czy to jest twój? I tak wszyscy, którzy jeszcze byli, patrzą po sobie, po tym nieszczęsnym odzieniu, które mąż tak usilnie chciał na siebie wdziać i tak się wszyscy śmiać zaczęli, szczerze, głośno… ja patrzę co się dzieje, bo jeszcze do mnie nie dotarło, a oni się śmieją i śmieją… dlaczego? Okazało  się, że to ja, bardzo wygodnie stoję w kożuchu mojego męża, jest mi całkiem dobrze, a karnawałowy „Walenty” nie może się ubrać w damski długi obszyciem u spodu kożuch.

            Do dzisiaj jesteśmy w kontakcie z byłym nauczycielem (obecnie pełni inna funkcję zawodową) i nie raz, niekoniecznie przy lampce wina, wspominamy tę historyjkę, która zawsze jest jakby świeża i zawsze towarzyszy nam przy tym śmiech. Obawiam się tylko, że z upływem czasu może być ona ubrana w inną „szatę” opowiadania.

            Pamiętam też trzecie takie karnawałowe przy zabawie „szaleństwo”. Miejscowość, w której mieszkam jest jakby przedsionkiem dużej wsi, nie było jednak jak pisałam sali do zabaw takiej murowanej. Był jednak zbudowany przez miejscowych społeczników oraz ludzi dobrej woli drewniany budynek. Drewna tęgiego było w nim nie wiele tylko tyle, by ściany boczne z desek miały być do czego przybite. Wiadomo, mróz, śnieg, słońce i deszcz, między deskami zrobiły prześwity, w lecie dla słońca, w zimie wiatr z mrozem mógł w tej pustce tańcować.  Stoły były ustawione bliżej ścian, by na środku było miejsce do tańca, po jednej i drugiej stronie stołu, najczęściej deski (zamiast krzeseł) jako siedziska, spoczywały na podłożonych pustakach czy drewnianych klockach, pokryte przyniesionymi z domów „kapami” bo strach było usiąść na takie zimne siedzenie. Dzisiaj to chyba każdy miałby choroby układu moczowego. Stoły drewniane również zrobione z desek, tzw. „krzyżaki” – nazwa zapewne pochodziła od skrzyżowanych pod spodem nóg, te krzyżowiny dodawały stabilności, dłuższemu niż zwykle stołowi.  Przykryte były białym płótnem, nie pamiętam natomiast żadnych serwetek czy innych ozdobników, na stole chleb pieczony, sałatki, były też owoce jako rarytas zdobyte gdzieś i przez kogoś – pomarańcze. Wędlina też w tym okresie miał swoje honorowe miejsce, podawano jako danie gorące i szybkie – czerwony barszcz, żurek i bardzo często bigos, wcześniej przez którąś kobietę w domu ugotowany. Placki domowego wypieku pyszniły się dumnie, drożdżowe ciasta jeszcze na początku zabawy pachniały świeżymi drożdżami a potem, w trakcie trwania zabawy obsychały. Zwykła kiełbasa zaczęła udawać salami, odwijała się po bokach, chleb wysychał napompowany oparami potu, dymu papierosowego, a czasem i chlapnięty alkoholem z drżącej ręki. Ciepło na takiej Sali dostarczane było z piecyka na trzech nogach, masywnego żeliwnego,  stojącego w kącie. Jak się nagrzał taki piecyk to był prawie czerwony, ale jego ciepło nie długo trwało, bo z zewnątrz wiatr i mróz sprytnie się wkradał szparami i studził wnętrze.

            Modne w tych czasach garnitury męskie z bistoru (nie każdy mężczyzna jeszcze wtedy go miał) były bardzo nie odporne na gorączkę jaka biła od tego pieca i biedny ten, który szczęśliwy w tańcu, wyginając się, dotknął tego pieca, tkanina się stopiła, pozostawiając w tym miejscu dziurę. Autentyczny przypadek – co zrobić, garnituru szkoda, żona trąca męża, że się tak wygłupiał, złościła się, ale to już po fakcie. Garnitur trzeba było dać do krawcowej (a wtedy ich po wsiach nie brakowało), która gdzieś z całości ubrania,  z jakiejś zaszewki wycięła kawałek tkaniny i prawie bez śladu załatała tę wypaloną dziurę.

            Kobiety na zabawę nie zmieniały butów zimowych na np. szpilki, było to niemożliwe ze względu na warunki w jakich odbywały się takie zabawy. Toalety?... No cóż…kto wytrzymały, to wytrzymał do końca zabawy, ale takich było nie wielu, reszta uczestników chcąc skorzystać z toalety wychodziła zwyczajnie na zewnątrz, za ścianę sali, załatwiła potrzeby fizjologiczne, albo korzystano z polowego „wychodka”, małej drewnianej budki z wyciętym serduszkiem, a że było ciemno, bo świateł jeszcze nie było, to obuwie mokło w tym moczu, drażniącym nozdrza nosa.  By wejść na salę po takim wyjściu do „toalety” trzeba było buty dobrze w śniegu wycierać.

Danuta Czaja

Brzozów. Zderzenie audi z motocyklem

  • Dział: Inne

      8 lipca około godziny 14.20 w Brzozowie, kierujący audi-80, wyjeżdżając z drogi podporządkowanej na główną, w tym przypadku z ul. Zbigniewa Kubasa na ul. 3-Maja, nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu motocykliście. Doszło do zderzenia obu pojazdów. Motocyklista z obrażeniami ciała został zabrany przez karetkę Pogotowia Ratunkowego do pobliskiego szpitala. Ruch na ul. 3-Maja (jednocześnie W-886) odbywał się wahadłowo, powstały duże „korki” z obu stron. W związku z przebudową odcinka ul. Piastowej nie było możliwości zorganizowania objazdu. (inf. wł.)

Stowarzyszenie Ludzi Twórczych z Brzozowa na ul. Chmielnej w Warszawie.

W miniony upalny weekend 4-5 lipca w Warszawie, odbyło się coroczne spotkanie plenerowe w ramach „Spotkań z Cepelią na Chmielnej”. Tym razem poświęcone ono było regionowi podkarpackiemu.

Na odcinku od siedziby Cepelii przy ul. Chmielnej 8, aż do Nowego Świata swoje umiejętności prezentowało 12 podkarpackich twórców ludowych i rękodzielników skupionych w Stowarzyszeniu Ludzi Twórczych: Stefania Bąk z Przysietnicy – wyroby ze słomy oraz serwety robione na drutach, Małgorzata Chmiel z Brzozowa – odzież lniana z motywami ludowymi, Dorota Filip z Sanoka – ikony, Barbara Florek z Brzozowa – gobeliny, biżuteria artystyczna, ozdoby, Dorota Leń z Przysietnicy – serwety szydełkowe, zabawki, Krystyna Łobaza z Brzozowa – kulinaria, serwety szydełkowe, haft gobelinowy, Elżbieta Maliwiecka z Jaćmierza – wyroby szydełkowe, Anna Pojnar z Haczowa – serwety robione na drutach, Tadeusz Pindyk z Dynowa – rzeźba, Maria Szajna z Haczowa – hafty haczowskie, Jan Stachyrak z Korczyny – rzeźba, Urszula Świątek z Brzozowa – wyroby szydełkowe, haft gobelinowy oraz prace Małgorzaty Florczak z Brzozowa, Ludmiły Chrobak ze Wzdowa, Anny Głąb z Trześniowa, Krystyny Ryby z Brzozowa, Bogusławy Sadowskiej z Brzozowa, Teresy Sieńczak z Turzego Pola powierzone do ekspozycji.

Imprezę uświetniły dodatkowo występy Kapeli Ludowej „Jaśliszczanie” z Jaślisk w składzie : Stanisław Lorenc - skrzypce, Bogdan Szczurek - akordeon, Jan Magierowski - skrzypce, Jan Grzywacz – harmonijka ustna.    Dużym atutem tego zespołu jest prawdziwość przekazu, gdyż wszyscy jego członkowie pochodzą z rejonów Jaślisk. Tym samym wychowani zostali w tradycyjnych rodzinach, dbających o podtrzymanie starych zwyczajów, dlatego wszystkie wykonywane utwory zostały opracowane w sposób z jednej strony nawiązujący do tej właśnie tradycji, z drugiej zaś odwołujący się do gustów współczesnego słuchacza. Kapela rozgrzała serca Warszawiaków śpiewem i grą, a nawet sprowokowała obcokrajowców do tańca.

„Spotkania z Cepelią na Chmielnej” to cykl imprez przybliżających rękodzieło ludowe i folklor najbardziej interesujących etnograficznie regionów Polski. Stowarzyszenie Ludzi Twórczych z Brzozowa już po raz czwarty uczestniczyło w tym wydarzeniu. Twórcy rękodzieła ludowego w przygotowanych specjalnie stanowiskach prezentowali swoje piękne kolorowe wyroby, a było w czym wybierać. Drewniane figurki ludowe, haftowane obrusy i sukienki, biżuteria z koralików, sutaszu, zabawki, ikony, bibułkowe kwiaty, ozdoby wielkanocne i bożonarodzeniowe, szydełkowe serwety. Ogromnym zainteresowaniem cieszyło się stoisko Krystyny Łobazy na którym prezentowała własne wypieki m.in.: serowce, kapuśniaczki na słodko, proziaki, bułki drożdżowe, cytrynowce, ciasteczka „kocie oczka”, kokoski.

Organizatorami „Spotkań z Cepelią na ul. Chmielnej” są Fundacja Cepelia Polska Sztuka i Rękodzieło oraz Zarząd Dzielnicy Śródmieście m. st. Warszawy. Cepelia jest instytucją, która od 60 lat skupia się na zachowaniu, rozwoju i propagowaniu sztuki ludowej i nieprofesjonalnej. Działalność Cepelii, założonej w 1949 roku jest wielowymiarowa. Corocznie realizuje działania edukacyjne, organizuje przeglądy, targi i wystawy związane ze sztuką ludową, w tym Targi Sztuki Ludowej w Krakowie oraz Cepeliadę w Sopocie. Organizuje lokalne i ogólnopolskie konkursy, wspiera artystów i twórców ludowych. To dzięki wieloletnim działaniom Cepelii współcześni artyści i projektanci mogą inspirować się wciąż żywym tradycyjnym rękodziełem i sztuką. Dzięki takim prezentacjom mieszkańcy i turyści w stolicy mogli zapoznać się z naszymi lokalnymi wyrobami. Przy aranżacji stoisk z wyrobami regionalnymi oraz muzyką ludową, SLT prezentowało również ofertę turystyczną wypoczynku w Powiecie Brzozowskim.  Przez dwa dni imprezy regionalne stoiska  odwiedziło około 10 tysięcy osób.

Wyjazd do Warszawy możliwy był dzięki finansowemu wsparciu udzielonemu przez Starostwo Powiatowe w Brzozowie, dlatego w imieniu wszystkich członków SLT oraz swoim składam serdeczne podziękowanie. Patronat medialny: Brzozowiana.pl

Małgorzata Chmiel

Prezes Stowarzyszenia Ludzi Twórczych w Brzozowie

www.slt-brzozow.pl tel. 605 675 682

Nozdrzec. Trwa realizacja inicjatywy pt. „Sami dla siebie i dla innych”.

Trwa realizacja inicjatywy pt. „Sami dla siebie i dla innych”. Wniosek złożyła grupa nieformalna „Aktywny Nozdrzec” w składzie: Ryszard Niemiec, Danuta Kusińska, Maria Potoczna za pośrednictwem Stowarzyszenia przy Zespole Szkół im. Aleksandra Fredry w Nozdrzcu. Inicjatywa realizowana jest w ramach projektu pt. „Akademia Aktywnych Obywateli - Podkarpackie Inicjatywy Lokalne”, który dofinansowany jest ze środków Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich.

Głównym jej celem jest integracja międzypokoleniowa społeczności Nozdrzca poprzez zwiększenie atrakcyjności oferty spędzenia wolnego czasu. Cel zostanie osiągnięty poprzez organizację różnorodnych spotkań rekreacyjnych oraz budowę zadaszonej altanki z miejscem grillowym i wędzarnią. Wybudowany grill zastąpi dotychczasowe ogniska które są zagrożeniem dla samych uczestników i otoczenia. Zwiększy się atrakcyjność spędzania wolnego czasu, zostaną podniesione walory turystyczne Nozdrzca w trakcie i po zakończeniu projektu. Projekt wesprze wysiłek mieszkańców, którzy każdego roku angażują się w udoskonalenie centrum kulturalnego wsi.

Altana jest wybudowana obok już istniejącej w miejscu nazwanym z poprzedniego projektu „Pod Trepazem”. Na zakup materiałów i usług potrzebnych do budowy altany z grillem i wędzarnią otrzymaliśmy kwotę 5 tysięcy złotych. Wiele prac zostało wykonanych w formie wolontariatu. Jedynie prace specjalistyczne (obróbka drewna, budowa grilla z wędzarnią) zostały wykonane przez zatrudnionych fachowców.Dodatkowo przygotowano miejsce na rozpalenie ogniska i możliwość upieczenia kiełbasy na patykach. Miejsce to jest odpowiednio podniesione, aby nie stwarzało zagrożenia pożarowego.

Maria Potoczna

Ding

  • Ustawienia poczty
  • Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

Gmina Brzozów

  • Brzozów
  • Górki
  • Grabownica Starzeńska
  • Humniska
  • Przysietnica
  • Stara Wieś
  • Turze Pole
  • Zmiennica
  •  

Gmina Domaradz

  • Domaradz 
  • Barycz
  • Golcowa

Gmina Dydnia

  • Dydnia
  • Grabówka
  • Hroszówka
  • Jabłonka
  • Jabłonica Ruska
  • Końskie
  • Krzemienna
  • Krzywe
  • Niebocko
  • Niewistka
  • Obarzym
  • Temeszów
  • Ulucz
  • Witryłów
  • Wydrna

Gmina Haczów

  • Buków
  • Haczów
  • Jabłonica Polska
  • Jasionów
  • Malinówka
  • Trześniów
  • Wzdów

Gmina Jasienica Rosielna

  • Jasienica Rosielna
  • Blizne
  • Orzechówka
  • Wola Jasienicka
  •  

Gmina Nozdrzec

  • Nozdrzec
  • Hłudno
  • Huta Poręby
  • Izdebki
  • Siedliska
  • Wara
  • Wesoła
  • Wołodź

Gmina Dynów

  • Dynów
  • Bachórz
  • Dąbrówka Starzeńska
  • Dylągówka
  • Harta
  • Laskówka
  • Łubno
  • Pawłokoma
  • Ulanica
  • Wyręby
  •  

Powiat

  • Warto zobaczyć
  • Inne zdjęcia
  • Regionalne