O spotkaniu po latach, na stepach Kazachstanu – pisze Marek Kozubal
- Nic się nie zmieniłeś – usłyszałem od zmierzającego w moim kierunku księdza. – Ty też – odpowiedziałem. Padliśmy sobie w ramiona. Z Lucjanem Pocałuniem, który do brzozowskiego liceum przyjeżdżał z Dydni, przesiedziałem w jednej ławce cztery lata nauki. Nie przesadzę, gdy napiszę, że przyjaźniliśmy się. Maturę zdaliśmy w 1986 roku. Potem nasze drogi się rozeszły. Kontakty rozluźniły. Ja pojechałem na studia na Uniwersytet Warszawski. Po kilkunastu latach spotkaliśmy się ponownie. Okazją stał się zorganizowany w 1999 roku jubileusz 90 - lecia liceum. Lucjan przyjechał na zjazd absolwentów w koloratce, był już wtedy księdzem w parafii koło Leska. W gronie kilkunastu osób z klasy przesiedzieliśmy w mieszkaniu w centrum Brzozowa do późnej nocy. Wspomnienia okraszone były dziesiątkami anegdot z czasów nauki w liceum. Potem znowu zniknęliśmy sobie z oczu. Co jakiś czas próbowałem znaleźć w Internecie jakieś ślady znajomości ze szkolnych lat. Natrafiłem na…
Czytaj dalej...










