Ostrzeżenie
  • JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 913.
Menu
Dzisiaj jest: 21 Czerwiec 2019    |    Imieniny obchodzą: Alicja, Marta, Alojz
plus brzozow
reklama

Zapomogi i stypendia pierwszych powojennych lat.

29 października 1946 r. na trzecim w kadencji posiedzeniu Zarządu Powiatowego w Brzozowie pierwszy raz po wojnie, rozpatrywano podania o przydzielenie stypendium dla uczniów będących w trudnej sytuacji finansowej a wykazujących wysoki wyniki w nauce. Powyższe wynikało prawdopodobnie z „jakiegoś” polecenia władz ponad powiatowych, przekazanego Starostwa na jednej z narad zapewne w Rzeszowie gdyż w planie finansowym na 1946 r. brak pozycji pozwalającej na wypłacanie stypendiów a i na zapomogi przeznaczona była niewielka kwota. Analizując korespondencję – pisma otrzymywane w tym roku przez brzozowskie Starostwo (zwane inaczej Wydziałem Powiatowym) - był to właściwie pierwszy powojenny budżet brzozowskiego samorządu powiatowego w. Rozpatrzono tu min. podanie uczennicy II klasy Gimnazjum Eugenii Kozłowskiej z Witryłowa dot. „udzielenia jej stypendium celem kontynuowania w dalszym ciągu nauki w tut. Gimnazjum (...) biorąc pod uwagę trudny i ciężki stan materialny petentki uchwalają jednomyślnie stypendium miesięczne w wysokości 500 zł na okres 10-ciu miesięcy począwszy od 1.XI.1946 r.”

30 czerwca 1947 r. w pkt.3 takiego też protokołu zapis, że podjęto uchwałę o przyznaniu dla Michaliny Bury zamieszkałej w Bachórzu, uczennicy Gimnazjum Rolno Spożywczego w Wysokiej k. Łańcuta stypendium w wysokości 5000 zł. Wzięto pod uwagę trudną sytuację materialną rodziny, posiadającej jedynie „jeden mórg gruntu”. W dalszej jednak części czytamy, że przyznano inspektorowi samorządu gminnego Stanisławowi Kochanowiczowi zapomogę w wysokości, co ciekawe - 900 zł, na pokrycie 14 dniowego wypoczynku nad morzem, w Domu Wypoczynkowym „Gedynia” w Oliwie?! Jego roczne pobory na 1947 r. w preliminarzu budżetowym wynosiły 29.049 zł a więc miesięcznie 2420 zł.

Na posiedzeniu 29 września 1947 r. w odpowiedzi na prośbę Eugenii Kozłowskiej, uczennicy II klasy Gimnazjum Państwowego w Brzozowie przyznano stypendium w wysokości 5000 zł wypłacane po 500 zł miesięcznie. W tym przypadku w protokole Wydziału jest zawarta motywacja, rodzinie tej, zamieszkującej w Witryłowie UPA spaliła zabudowania i żyli „w skrajnej nędzy”.

Przyznano też zapomogi w wysokości po 500 zł ale otrzymali je wyłącznie pracownicy biura Wydziału Powiatowego: sekretarz Wydziału Powiatowego Marian Wilk, ww. Kochanowicz (kolejną w tym roku), sekretarz PRN Eugeniusz Loesch, referent podatkowy Kazimierz Wajda i woźny Ignacy Kruczek. 2000 zł otrzymała rachmistrz Wydziału Powiatowego Stefania Pilawska a za pracę „po godzinach” także 2000 zł przydzielono Genowefie Czuchrowej.

Jedną z uchwał własnych posiedzenia z 11 listopada 1947 r. przyznano kolejne stypendia jednorazowe także po 5000 zł. Józefowi Zaforemskiemu studentowi Politechniki w Gliwicach, Jerzemu Bielawskiemu – studentowi Wydziału Architektury i Inżynierii i Komunikacji Politechniki w Krakowie oraz Józefowi Kościńskiemu studentowi krakowskiej Akademii Handlowej. Zapewne było to pokłosiem skierowanego do PRN w Brzozowie pisma od studentów Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego (SGGW) w Warszawie, wnioskującego o zbiórkę tłuszczów dla stołówki studenckiej tej uczelni. Biorąc pod uwagę zbyt małe przydziały tłuszczy dla stołówki postanowiono więc braki uzupełnić dostawami ze środowisk wiejskich, z których rekrutowali się także studenci. Na apel ten zareagowała brzozowska Rada, powołując w tym zakresie specjalny komitet i wyznaczając kolejność gmin powiatu do tych, nowych „obowiązkowych dostaw”. Analizując budżet Starostwa na 1947 r. w wydatkach zwyczajnych zaplanowano kwotę 25000 zł na stypendia dla wybitnie zdolnych uczniów i nie byłoby tu nic szczególnego gdyby nie przypadek że jednej uczennicy, która we wrześniu 1946 i 1947 roku (jak czytam w protokołach) była nadal w II klasie gimnazjalnej stypendia takie przyznano. Nic nie wspomniano o stypendiach dla studentów powyższej SGGW, których albo nie było z naszego powiatu a jeżeli nawet to musieli mieć dobre warunki materialne lub honor nie pozwalał na korzystanie z „komunistycznej kiesy”.

Na tym samym posiedzeniu zapomogę bezzwrotną w wysokości 2000 zł otrzymała Genowefa Czuchra, czyli tyle co zaplanowano na cały 1948 r., na wynajem pomieszczeń dla Powiatowej Rady Narodowej. W tym też planie na „doraźne zasiłki i zapomogi” zaplanowano 10 000 zł z czego jak widać wyżej ponad połowę rozdzielono pomiędzy biuralistów. Dla porównania warto podać, iż na przykład z rent wdowich korzystało w powiecie tylko 27 kobiet i 54 osieroconych dzieci. Pod wszystkimi protokołami podpisał się ówczesny Starosta Józef Kocaj. Tak było sześćdziesiąt lat temu… 

                                                                                                                                                      JWW

NA ZAPLECZU BITWY O PRZEŁĘCZ DUKIELSKĄ

Bitwa o Przełęcz Dukielską to jeden z najdramatyczniejszych epizodów II wojny światowej na ziemiach polskich. Rzeczywiste pole tej bitwy obejmuje obszar od Krosna i Sanoka na północy po Ondavę na południu i od linii Żmigród - Krempna - Grab na zachodzie po Osławę na wschodzie. Do dziś znaleźć można tu szczątki uzbrojenia, niewybuchy, fragmenty gąsienic czołgowych, dziurawe hełmy...

Lato 1944 roku to okres rozstrzygnięć na wszystkich frontach II wojny światowej. W lipcu na teren Dukielszczyzny wkroczyła ofensywa 1. Frontu Ukraińskiego, który przełamał niemieckie linie na Wołyniu. W sierpniu trwały zacięte walki na linii Wisły, na południu front zatrzymał się na wschód od Jasła i na północ od Krosna a więc między innymi w regionie brzozowskim. Nie było przesłanek do natarcia przez Karpaty, sytuacja zmieniła się w wyniku zmian, jakie zaszły na Słowacji. Słowacja była pod władzą nacjonalistycznego ugrupowania ludaków ks. Tiso, formalnie niepodległa od 1939 roku, była w pełni podległa Niemcom. Jednak w miarę rosnących niepowodzeń III Rzeszy wśród Słowaków zaczęło rosnąć niezadowolenie. Podjęto przygotowanie do wystąpienia zbrojnego, zanim jednak udało się nawiązać kontakt ze sztabem Armii Czerwonej, Niemcy, zaniepokojeni destabilizacją sojusznika, zdecydowali się na interwencję 29 sierpnia wojska niemieckie przekroczyły granicę słowacką i spiskowcy zmuszeni byli dać sygnał do natychmiastowego wybuchu powstania. Jednak w wyniku zdecydowanych działań Wehrmachtu w ciągu kilku dni Słowacy zepchnięci zostali w góry środkowej Słowacji. 31 sierpnia w Moskwie ambasador emigracyjnego rządu Czechosłowacji zwrócił się do rządu sowieckiego o pomoc militarną. 2 września dowódca 1. Frontu Ukraińskiego, marszałek Koniew otrzymał rozkaz przygotowania planu operacji, który natychmiast został zatwierdzony. Do natarcia wyznaczonego na 8 września, skierowano 38 Armię gen. Moskalenki w składzie dziewięciu dywizji piechoty, wzmocnioną 25. Korpusem Pancernym, 1. Korpusem Kawalerii Gwardii i 1. Korpusem Czechosłowackim. Łącznie było to około 120 tys. ludzi, ok. 1700 dział i moździerzy oraz ok. 100 czołgów. Plan przewidywał uderzenie wzdłuż szosy dukielskiej. Jednakże 38. Armia była wykrwawiona i wyczerpana trwającą od ponad miesiąca ofensywą, w dodatku działała dotąd na równinach, nienawykła więc była do walk górskich. Z powodu pośpiechu nie zdążono uzupełnić strat w sprzęcie i braku amunicji, źle doceniono też siły przeciwnika, który dysponował znacznymi rezerwami.

W dniu 8 marca Rosjanie względnie łatwo przełamali pierwszą linię obrony niemieckiej, nie zdołano jednak zdobyć Krosna, przez co drugi rzut wojsk sowieckich musiał poruszać sie bocznymi drogami, co dało Niemcom czas na umocnienie drugiej pozycji obrony. Oddziały korpusu Czechosłowackiego jeszcze podczas przemarszu, we Wrocance, dostały się pod silny ostrzał artyleryjski. Wśród żołnierzy wybuchła panika. Czołgi 25. Korpusu Pancernego ugrzęzły w przeprawie przez Jasiołkę. Już na drugi dzień załamał się pierwotny plan operacji. Marszałek Koniew polecił usunąć ze stanowisk dowódców obydwu tych jednostek. W jednostce czechosłowackiej miejsce gen. Kratochvilla zajął gen. Ludvik Svoboda, przyszły prezydent republiki. Dopiero 11 września Sowieci osiągnęli w ciężkich walkach szosę Dukla - Żmigród w rejonie Łysej Góry a oddziały czechosłowackie zdobyły wzgórze Franków (534 m) górujące nad całą kotliną dukielską. Niemcy za wszelką cenę starali się odebrać im ten ważny punkt, w ciągu następnych czterech dni wzgórze ośmiokrotnie zmieniało właściciela. Z oddziałów słowackich ocalało jedynie 7 ludzi a łączne straty obu stron na tym niewielkim skrawku wyniosły kilkuset zabitych.

W nocy z 11 na 12 września zaczął się jeden z najciekawszych epizodów bitwy. 1. Korpus Kawalerii Gwardii, wykorzystując niewielką lukę we froncie, górskimi dróżkami przez grzbiet Polany przedostał się do doliny Wisłoki. Niestety nie udało się tą drogą przeprowadzić artylerii i taborów. Kawalerzyści zajęli Kąty i Myscową, następnego dnia Ciechanię, ale wkrótce zaczęło brakować im amunicji. 16 września Niemcy odcięli ostatnie drogi dowozu zaopatrzenia, odtąd korpus walczył w okrążeniu w rejonie Żydowskiego, Huty Polańskiej i Wilszni i dopiero 25 września koło Tylawy przedarł się z ciężkimi stratami do swoich.

Niemcy tymczasem ściągali odwody. Od 11 września począwszy prawe skrzydło Rosjan, od strony Żmigrodu, zaczęły atakować dwie dywizje pancerne Wehrmachtu, przerzucone spod Krakowa. W tych dniach doszło do wielkiej bitwy czołgów w dolinie Iwielki, nazwanej potem "Doliną Śmierci". Około 14 września przewaga liczebna Rosjan została zniwelowana. Natarcie powoli wygasało. Marszałek Koniew przydzielił 38. Armii dwa kolejne, mocno już zdekompletowane, korpusy pancerne. Dopiero one w dniach 17 - 19 września, sforsowały przełom Wisłoka na południe od Sieniawy, a następnego dnia zdobyły Duklę. 23 września wznowiono natarcie. Po niezwykle silnym przygotowaniu artyleryjskim Sowieci przełamali obronę przeciwnika pod Nową Wsią, następnie zajęli Trzcianę, Tylawę i Zyndranową, lecz zatrzymały się na rowie przeciwczołgowym w Barwinku. 30 września zaczęła się kolejna faza operacji. korpus Czechosłowacki z Zyndranowej przez kilka dni atakował bezskutecznie Przełęcz Dukielską. Jego batalion stracił tu wszystkie 12 czołgów i dwóch kolejnych dowódców. Na zachodnim skrzydle atakował 101. Korpus, lecz także bezskutecznie. Rosjanom udało się natomiast przekroczyć pasmo graniczne w okolicy Baraniego. 6 października Niemcy, w obawie przed odcięciem, opuścili Przełęcz Dukielską. Na przełęczy śmierć na minie poniósł świeżo przybyły z Anglii gen Sazavsky.

We wrześniu 1944 roku Armia Czerwona i Korpus Czechosłowacki rozpoczęły operację, której celem było przetarcie drogi na południe przez Przełęcz Dukielską. Hitlerowcy dostrzegając duże strategiczne znaczenie tego obszaru ściągnęli tu znaczne siły i umocnili teren tworząc tzw. "Karpatenfestung" (twierdzę karpacką). Operacja preszowsko-dukielska rozpoczęła się 8 września, a zakończyła 6 października. Kotlinę, w której rozegrała się bitwa nazwano "Doliną Śmierci". W wyniku bitwy dukielskiej wojska radzieckie straciły ok. 70 tys. ludzi, Korpus Czechosłowacki ok. 6 tys. żołnierzy (40% stanu osobowego). Hitlerowcy ponieśli straty sięgające 52 tys. zabitych i rannych. Całkowite wycofanie wojsk niemieckich z Beskidu Niskiego nastąpiło w styczniu 1945 r.,

A co było na zapleczu frontu? Oddziały rosyjskie stacjonujące między innymi w regionie brzozowskim rządziły się jak u siebie w domu, powodując szkody w mieniu i straty ludności tu zamieszkałej. Zobrazuję to na przykładzie rejonu dydeńskiego. W sierpniu 1944 r. czerwonoarmiści wykosili ½ morga koniczyny w Woli Dydeńskiej pomimo protestów właściciela pola, zabrali jako paszę dla koni. W tym samym czasie w Dydni wykopali na polu ziemniaki. W innym miejscu tej wsi na polu zasianym owsem i koniczyną urządzili stanowisko ogniowe, mimo, że na sąsiednim poletku nie było już nic. Na drugim końcu tej wsi także wbrew interwencji gospodarza wykoszono ½ morga: jęczmienia, owsa, koniczyny, wykopali też ziemniaki a w związku z protestami mieszkańców pola zjeżdżono czołgami niszcząc to co jeszcze pozostało. 11 sierpnia oddział w mundurach Armii Czerwonej rozbił sklep kółka rolniczego w Dydni i zrabowano artykuły spożywcze i chemiczne na kwotę 636, 88 zł, skradziono gotówkę z kasy w kwocie 200 zł, zniszczono zamki i drzwi na kwotę 42 złote. Zrabowany towar załadowano na samochody i odjechano w kierunku Jabłonki. Nierzadkimi przypadkami były kradzieże czerwonoarmistów, np. w tej też Dydni w południe w jednym z gospodarstw wyprowadzono w obory krowę i zabrano, w innym z domów zabrano maszynkę do robienia mięsa a w związku z protestami domowników podpalili drewno złożone na pryzmie na podwórku tej posesji. W jednym z domów gdzie stacjonowali żołnierze rosyjscy zobaczyli, że w kufra gospodyni wyjmuje kolorową chustę, zabrali jej ją oraz pozostałą garderobę tam znajdującą się. Jak podają źródła z tego okresu 30 lipca w Krzemiennej włamano się do sklepu kradnąc wszystko co było a następnego dnia inni, nie wiedząc o tym zdarzeniu ponownie wyłamali drzwi tego sklepu lecz zawiedzeni odjechali ciężarówką było już co skraść. W Krzywym w sierpniu zabrano krowę z pastwiska, za miesiąc powtórzyła się ta sama sytuacja. Przechodzące wojsko rosyjskie przez Niewiastkę zabrało Janowi Kostce nauczycielowi w tej wsi zastawę stołową, szczotki, ścierki i ręczniki, chleb, cebulę oraz proszek do prania. Wielkiego pecha miał jeden z mieszkańców Obarzyma, mieszkający na skraju wsi, który okradany był przez kolejne fale przechodzących czerwonoarmistów przez wieś, w dniach 4 sierpnia, 15 i 28 października. Podobne zdarzenie miało miejsce w Temeszowie gdzie 29 sierpnia pod nieobecność właściciela posesji, około północy osobnicy w mundurach czerwonoarmistów wyprowadzili ze stajni i zabrali konia a po drugiego przyszli już około 11,30, protestującej żonie gospodarza grozili śmiercią. Także w sierpniu 1944 r. okradziono sklep w Witryłowie. Są to tylko wybrane przykłady pokojowych działań Armii Czerwonej na tym terenie.

Analizując straty wojenne jaki miały miejsce w tej gminie należy stwierdzić, że przez cały okres okupacji niemieckiej odnotowano 96 przypadków kradzieży i zniszczeń, natomiast w czasie ofensywy wojsk sowieckich (sierpień – październik), takich udokumentowanych przypadków było 202 - czytamy w archiwalnych aktach gminy Dydnia za okres lat 1944 -1946. (jww)

 

Nie wszystkie miały grymasy.

NIE WSZYSTKIE MIAŁY GRYMASY…

Pójdziesz lgnac do Pana majstra Cichonia i powiesz: przysłali mnie tu pan majster fajczarski Jayko, żebyście pożyczyli kidona do rozwalichy, bo pa­ni majstrowej spuchła noga jak konew". Uczeń przysposabiany do przyszłego fachu - „fajczarza" szedł, powtarzał przez drogę to polecenie i wrócił z ... grabowym kołkiem. „Coś przyniósł Ignac?" wrzasnął majster. „Kidon do rozwalichy" - wyszeptał uczeń dość mocno speszony. „To jest kidon?" - spytał maj­ster. „A co to jest kidon?" - spy­tał jeszcze bardziej nieśmiało uczeń. „To trzeba było zapytać, jakeś szedł do majstra Cichonia" i uczeń poczuł grabowy kołek na swoim siedzeniu..."

Czytamy w pamiętniku brzozowskiego kronikarza - Józefa Rogowskiego. Fajczarstwo brzozowskie sięgało XVIII wieku. Wyroby miejscowego cechu zaliczane były do artystycznych nie tylko tu w Brzozowskiem, ale i w innych rejonach Podkarpacia. Cech utrzymywał się praktycznie dzięki zamówieniom składanym przez ludzi bogatych. Zamówienia te dawały brzozowskim artystom fajczarskim możliwość wyżycia się twórczego i pokazania własnych indywidual­nych umiejętności. Fajki brzozowskie wykonywa­ne były zazwyczaj z drzewa jabłoni, gruszy, czereśni, wiśni, je­sionu lub klonu. Cybuchy — do wszystkich robiono z drewna wiśni odpowiednio wyschniętego i pochodzącego z tzw. odziomka. Kupowano jedynie „bakwan", niezbędny do wyłożenia wnętrza cybucha, nabywano go u krama­rzy, względnie w sklepikach żydo­wskich. Dla dobrego palenia się fajki ważne było prawidłowe wy­konanie tzw. cugu, czyli właściwej głębokości cybucha i otworu pro­wadzącego do ustnika. Dziennie można było wykonać nie więcej niż 4-5 prostych, czyli bez „gry­masów" (ozdób).

Fajki z „gryma­sami" - w zależności od ich licz­by i jakości (wielkości), motywów, które życzył sobie zlecający - wykonywano w ciągu kilku dni a czasem przez cały tydzień. Zwykłe fajki spotkać można było u straganiarzy w czasie targów czy jarmarków w Brzozo­wie i okolicznych miejscowoś­ciach. Zawieszane na sznurach błyszczały w słońcu pięknie wypo­lerowane, od najmniejszej do największej, czasami spotykało się między nimi jedną lub kilka z „grymasami". Budziły za­chwyt, czasem i zawiść wśród oglądających. Niekiedy motywy znajdujące się na fajce powtarzane były na ozdobnych laskach, bo i takie zlecenia fajczarze brzozowscy przyjmowali, gdy brak było zamówień na fajki. Wśród mo­tywów dominowały zwierzęta, ptaki, elementy roślin, a czasem i portrety konkretnych osób. Do najpiękniejszej, najbogatszej w zdobienia, należała fajka mar­szałka powiatu brzozowskiego hr. Dydyńskiego, mieściła do 25g tytoniu, a cybuch miał ok. metra długości.

W początkach XX wieku pięknymi okazami fa­jek szczycili się w Brzozowie: Kustroń - właściciel zajazdu i kasjer miejski, Ficowski - emerytowany rewizor skarbowy, Szymon Parnes (znany jako „kulawy Szymek") - sklepikarz żydowski, Wojciech Kostka - mistrz szewski, Jan Skarbek - organista, Jan Milian profesor, Mejlech Herzlich - właściciel składu materiałów budowlanych; Ludwik Kurcz -mistrz stolarski i Jan Pilawski. Były one wyznacznikiem stopnia zamożności właściciela, co dostojniejszy „pan" miał większą i bar­dziej zdobioną. Wśród ostatnich fajczarzy, których pa­miętają jeszcze mieszkańcy Brzo­zowa, byli: Stanisław Krotofilski, Stanisław Orłowski, Zugaj - „zza kościoła", czy Obłój - „spod cmentarza". Produkcji fajek zaniechano przed I wojną światową, po której nie odrodził się ani jeden cech, ani jeden prywatny zakład. Godnym jest przypomnienie jeszcze jednej anegdoty wyszpera­nej u Rogowskiego, mówiącej o święceniu fajek w kościele w Komborni „ ... na „Pocieszenie" 22 sierpnia (?), w pobliskiej Kom­borni święcą fajki. Rzecz się miała tak. Po śmierci starego probosz­cza przyszedł nowy, któremu nie podobał się zwyczaj palenia fajek w czasie mszy przez mężczyzn na cmentarzu (miejscu okalającym kościół) przykościelnym. Zgorszo­ny tym zachowaniem ksiądz gro­mił z ambony miejscowych pala­czy acz bez skutku. Ostatecznie ogłosił, że jego słowa idą na wiatr i nie ma innej rady jak poświęce­nie fajek. Palacze, w zdecydowa­nej większości chłopi palący fajki zwykłe," przeważnie gliniane, naj­tańsze - uznali decyzję księdza za słuszną i na dzień odpustu znieśli swoje fajki, poukładali na specjalnie przygotowanych, przy­krytych białymi obrusami stołach. Tuż przed „sumą" - na plac przykościelny, gdzie znajdowały się już wspomniane fajki przyszedł ksiądz podpierając się sękatą laską. Przemówił jeszcze raz do wszystkich palaczy, wzywając ich do zerwania ze zgubnym nało­giem.W kulminacyjnym momen­cie, widząc uśmieszki stojących wiernych - zaczął co sił tłuc laską ułożone do święcenia fajki, po kilku minutach po glinianych, fajansowych i drewnianych faj­kach zostały tylko „drzazgi i szczerupy"..... był to pierwszy od wielu lat odpust w Komborni, na którym dym fajek nie okalał miejscowego kościoła".

Jan Wolak 

Gmina Brzozów

  • Brzozów
  • Górki
  • Grabownica Starzeńska
  • Humniska
  • Przysietnica
  • Stara Wieś
  • Turze Pole
  • Zmiennica
  •  

Gmina Domaradz

  • Domaradz 
  • Barycz
  • Golcowa

Gmina Dydnia

  • Dydnia
  • Grabówka
  • Hroszówka
  • Jabłonka
  • Jabłonica Ruska
  • Końskie
  • Krzemienna
  • Krzywe
  • Niebocko
  • Niewistka
  • Obarzym
  • Temeszów
  • Ulucz
  • Witryłów
  • Wydrna

Gmina Haczów

  • Buków
  • Haczów
  • Jabłonica Polska
  • Jasionów
  • Malinówka
  • Trześniów
  • Wzdów

Gmina Jasienica Rosielna

  • Jasienica Rosielna
  • Blizne
  • Orzechówka
  • Wola Jasienicka
  •  

Gmina Nozdrzec

  • Nozdrzec
  • Hłudno
  • Huta Poręby
  • Izdebki
  • Siedliska
  • Wara
  • Wesoła
  • Wołodź

Gmina Dynów

  • Dynów
  • Bachórz
  • Dąbrówka Starzeńska
  • Dylągówka
  • Harta
  • Laskówka
  • Łubno
  • Pawłokoma
  • Ulanica
  • Wyręby
  •  

Powiat

  • Warto zobaczyć
  • Inne zdjęcia
  • Regionalne